W poszukiwaniu stroju dla kobiety_płaczki zagłębiłam się (bardziej dosłownie niż mogłoby się wydawać) w największą szafę w domu. Gdy, po długiej i męczącej walce z różnymi dziwnymi tkaninami, udało mi się wydobyć swe ciało z tej klatki (naprawdę współczuję ubraniom) okazało się, że wraz ze mną uciekło z niej kilka większych i mniejszych kawałków materiału o niesprecyzowanym zastosowaniu tudzież pochodzeniu (znanych szerzej jako szmaty). Wspaniałomyślnie postanowiłam darować im kilka chwil upragnionej wolności. Po czym kilka chwil minęło, a ja wiedziałam już że w/w szmaty stanowią wspaniałą podstawę szat (szmaty – szaty ; haha) płaczącej niewiasty.
Przepasałam się. (Jest to słowo/wyrażenie tak nieadekwatne do wykonanej przeze mnie czynności, że … jest BARDZO nieadekwatne. Zastanawiałam się nad innymi: przyodziać, ubrać, założyć, narzucić (na siebie), owinąć, etc., ale żadne z nich nie odzwierciedla do końca tego co zadziało się na przestrzeni pomiędzy szmatami a mną. Dlaczego? Z prostej przyczyny: wszystkie zakładają co najmniej bierność ze strony materii nieożywionej. I tu jest sprzeczność.)
Bez przeglądania się w lustrze stwierdziłam że wyglądam bardziej jak kobieta_której_w_życiu_nie_wyszło (nie, nie prostytutka) niż jak Żydówka z I wieku.
- Aniu, jak wyglądam?
- Jak Spiderman!
Ale Ania się nie liczy.
Muszę przyznać, że zrozumienie Ani (mojej 6-letniej siostry) przekracza czasem (czasem?) moje możliwości. Dzisiejszy poranek, godzina 6:30. Po pokonaniu przez moje nie do końca świadome jeszcze ciało bariery schodów, które oddzielają mój pokój od najważniejszych części domu, czyli kuchni i łazienki, ujrzałam widok zgoła dziwny, a nawet zadziwiający. Ania (przypominam: 6 lat) stojąca na środku salonu, z bezwładnie zwisającą wzdłuż tułowia głową. Postałam chwilę, pogapiłam się z niezbyt bystrym wyrazem twarzy i pytam:
- Ania, co robisz?
Ania odpowiada bez poruszenia najmniejszym kawałeczkiem ciała:
- Bawię się w TRUP.
Postałam jeszcze chwilę, zanalizowałam sytuację, zaakceptowałam tego mojego najmniejszego członka rodziny takim jakim jest i poszłam ratować swoje funkcje życiowe (kuchnia -> łazienka).