Kobieta pracująca? chyba Najemnik…

Właściwie ten post powinien zostać opublikowany 17 lipca, no ale… są wakacje.

Wróciłam! Po prawie dwóch tygodniach w buszu, gdzie dokoła mnie były tylko małpy (a nie, przepraszam - była jeszcze Babcia xD) powróciłam do cywilizacji i … już mi się znudziło? Nieee, to przecież niemożliwe aby przyjemniejsze wydaje mi się codzienne wstawanie przed siódmą tylko po to, aby wyjechać w Sad Pełen Czereśni, gdzie spocę się niemiłosiernie, a czereśnie będą dla mnie warte dokładnie tyle ile będą ważyły, kiedy w alternatywie mam … zupełną swobodę! Zupełną? Nie do końca. Swobodę określoną i narzuconą. To głupie, ale większą wolność osobistą odczuwałam w Sadzie gdzie nikt nie bronił moich praw do ‘bycia czystą’, ‘bycia suchą’, ‘jedzenie owoców o określonym rozmiarze i kolorze’, ‘noszenia czystego ubranie’ a jedyną określoną z góry zasadą była ZŁOTÓWKA ZA KILOGRAM. Generalnie rzecz biorąc obowiązywało prawo dżungli :) . No, i były przygody. :D

Przygody były bo byli ludzie (wcześniej nazwani małpami (niewielka różnica)). Ludzie, którzy mieli gdzieś co pozostali o nich pomyślą. Ważne było jedynie to, kto będzie górą i w jakim stylu. Taaaa.
W tym momencie warte opisania wydają mi się wspomniane wcześniej małpy. Otóż gatunkowo: na pierwszy ogień pójdą pawiany (tak, to te z różowymi tyłkami). Pawiany czystej krwi były dwa. Bliźniacze. Jednojajowe. Z ADHD. I były bardzo pawianie. Były tez moją daleką rodziną (ale daleką, BARDZO daleką). Był też orangutan. Czym różnił się od pawianów? Chyba tylko stopniem pokrewieństwa ze mną (to była bliższa rodzina, co wykluczało możliwość bycia pawianem). Chyba, bo o tyłku nic nie wiem.
Była też Kapucynka (?). Pokrewieństwo ze mną, takie samo jak w przypadku orangutana, ale Jej sytuacja była inna z powodu … z wielu powodów. Właściwie Kapucynka była prawie człowiekiem.

!!!!!!!!!!!!!A teraz… PRZYGODY!!!!!!!!!

Pierwsza przygoda zakończyła się wylanym na mnie wiadrem wody. Właściwie zaczęła się od groźby oblania mnie (groźba pochodziła od pawianów), więc można było wysilić swoje szare komórki i wspinając się na swoje wyżyny intelektualne wydedukować do czego zaraz dojdzie (i zwiewać). Czy oblanie wodą było zabawne. Na pewno. Najzabawniejsza jednak, była Babcia, która… A zresztą, posłuchajcie…

Środa. Godzina 12:34. Jak zwykle siedzimy u Babci w kuchni i wrzucamy w siebie pokłady jedzenia (a jakby coś jednak zostało, to Pawian Nr 1 wpychał to w siebie (ażeby Babci nie było przykro)). Babcia krząta się. Pawiany krzyczą, piszczą i w ogóle wydają najróżniejsze odgłosy, z których można jasno wywnioskować jakie mają plany (jakby ktoś jeszcze nie zajarzył chodzi o kąpiel… w wodzie… zimnej… i bynajmniej nie oni mieli SIĘ kąpać). Babcia dalej się krząta. Nagle jeden z Pawianów, udając że jest człowiekiem mówi (!):
- Ciociu – zwraca się do Babci – ale możemy oblać dziewczyny, prawda?
- Noo-no-no… ale tylko jak będzie ciepło. hyh hyh.
Taaa… Babcia nigdy mnie nie zawiodła xD
Na słowie pawiana można polegać: jak powiedzieli tak zrobili. Wyglądało to mniej więcej tak: wyszłam na podwórko, stanęłam i byłam sucha, a potem byłam mokra. Czary – mary?
Po jakimś czasie Babcia wyszła z domu.
- Agniesia jest mokra? – zapytała z niedowierzaniem.
Odpowiedziało jej mruczenie z mojej stromy.
Babcia kontynuowała:
- Ależ chłopaczki! Jak chcecie oblać dziewczynkę, to trzeba najpierw poprosić ją o pozwolenie. I jak wam pozwoli…
Reszty nie dosłyszałam, bo Babcię zagłuszył nasz wspólny śmiech.

Mogłabym opisać więcej, ale…
Ten post ma już 505 (a nawet więcej) słów, a biorąc pod uwagę fakt że są wakacje i że większość z Was, podobnie jak ja, ma mózgi niezdolne do… przesadziłam. (Większość z nas nie ma mózgów.)* W każdym razie kończę. Papa.
I przepraszam za jakość tego wpisu, za to że przez ostatni miesiąc się leniłam, za to że przez najbliższy miesiąc też mam zamiar poświęcić się mojej dziedzinie olimpijskiej (leniuchowaniu)** i … za nic więcej przepraszać nie będę!

___________________________________________________________________
*To właśnie dla tej większości, bo mniejszość się domyśli.
**Właściwie to samo co poprzedni przypis.

Opublikowane w:  on 31 lipiec 2008 at 2:23 pm Komentarze (3)
Tags: , , , , , ,

Będzie co będzie, a jak nie będzie to nie będzie*

Zostanę płodną pisarką! Bardzo płodną! a nawet bardziej…

Tylko po co. Zostanę kim zostanę.

Ostatnio zaczęłam PLANOWAĆ. Planować wakacje, kolejne dni. Planować życie. Na szczęście nie doszłam jeszcze do końca bieżącego tygodnia (jeśli chodzi o planowanie życia) gdy zorientowałam się, że to jest głupie. Po prostu głupie. Dlaczego?

Bo tak.

Jak ktoś nie rozumie dlaczego, to niech sobie spróbuje coś zaplanować. Ale nie np. przeprowadzkę. Tutaj plan jest potrzebny, bo krótkoterminowy i z założenia konkretny. Poza tym nie ‘czasowy’ tylko ‘zadaniowy’, czyli nie ‘o-16-zrobię-to-a-o-17:30-tamto’ tylko ‘jak-skończę-to-to-zrobię-tamto’. Taki plan jest dobry. Ale plan życia… Jest właściwie niemożliwy do realizacji, a jeśli już zmuszamy się do jego realizacji to nie czyni nas ona szczęśliwymi.

Dziś skończyłam PLANOWAĆ. Nie zdążyłam oczywiście zrealizować żadnego z zaplanowanych zadań, ale zdążyłam szczytnie zaplanować, że w ciągu wakacji przeczytam 15 z 24 lektur, które nam szanowna pani nauczycielka zadała. Ale mój pogląd na plany i ich realizację już znacie, a ja mam w domu dużo ciekawszych książek … :D
_____________________________________________________
* Bezsprzecznie prawdziwe! ;]

Opublikowane w:  on 2 lipiec 2008 at 9:52 pm Komentarze (2)
Tags: , ,