Z inicjatywy Francji, przywódcy państw unijnych powołali na szczycie w Brukseli 9-osobową “grupę refleksji” nazywaną też “radą mędrców“, w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. Jej szefem będzie b. socjalistyczny premier Hiszpanii Felipe Gonzalez. Polska nie zgłosiła na razie swego kandydata.
Polska kandydata jeszcze nie zgłosiła, ale Szanowny Pan Premier zdążył się już w imieniu Narodu wypowiedzieć: “- Trochę inaczej niż w kraju, za granicą Lech Wałęsa cieszy się autentycznym autorytetem i to nie tylko jako żywy symbol, żywa pamiątka dawnych lat, ale jest traktowany jako człowiek bardzo mądry, czasami kontrowersyjny, czasami zaskakujący swoimi wypowiedziami, ale jeśli kogoś słuchają od nas, jeśli kogoś słuchają czasami nawet z otwartymi ustami, to Lecha Wałęsy.”
Może trochę niechcący tą wypowiedzią Pan Premier sam sobie przysolił, bo skoro to Lech jest tym jedynym, Wybrańcem, to on… no cóż, jego nie słuchają z otwartymi ustami.
Ja Lecha Wałęsy słucham nie tylko z otwartymi ustami, ale nawet z wielkim bananem (żeby nie powiedzieć EUROPEJSKIM BANANEM xD) na twarzy. I powodem mej radości nie jest bynajmniej jego mądrość. Myślę, że wypowiedzi typu “jestem za a nawet przeciw”, albo pamiętnych “plusów ujemnych i minusów dodatnich” nie trzeba nikomu przypominać. Myślę też, iż niewielu ludzi jestw stanie uznać tego pokroju słowa za oznakę jakiejś wybitnej wiedzy, nadzwyczajnych przemyśleń czy innych cech Mędrca. Mnie osobiście one śmieszą. Śmieszą w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Tylko że w momecie, gdy wiedzę Lecha który z pełnym przekonaniem mówi, że jest symbolem Solidarności, walki z komunizmem, symbolem Polski za granicą, autorytetem dla wielu itd, itd. Nie mówię że nie jest. Ja jedynie nie rozumiem tych, dla których ten zadufany w sobie, próżny, prymitywny założyciel instytutu własnego imienia jest autorytetem. Nie rozumiem i współczuję.
Kandydature Lecha Wałęsy na członka tzw. ‘Rady Mędrców’ gorąco popieram. UE nigdy nie kochałam.