Ścisły Piątek*** i opowiadanie na temat…

Wielki Piątek rano to początek wielkiej batalii toczonej pomiędzy moim Duchem a Ciałem. Pierwsza runda już stoczona i już wygrana przez Ducha. Nie jest to jednak żaden sukces: o 7 rano człowiekowi zwyczajnie nie chce się jeść.
“Nie jedz, nie jedz, nie jedz!” – krzyczy D.
“Kto nie je niech nie pracuje” – odpowiada C, bo C ma Rozum po swojej stronie i sprytnie parafrazuje słowa Pisma.

(Jak widać mój Rozum jest niedorozwinięty i nie wie, że to jest twierdzenie jednostronne, implikacja, która po odwróceniu nie koniecznie musi być prawdziwa (=> taki znaczek, a nie )).

Jeśli chodzi o mnie, to tak czy inaczej starcie wygram – jestem integralnym i harmonijnym połączeniem ciała i ducha… Ah, jaka jestem fajna :)
(Można by powiedzieć, ze tak czy inaczej starcie przegram… Tak przynajmniej powiedziałby pesymista*. Ale pesymistów tu nie słuchamy – pesymiści będą w nawiasach!**)

Tata musiał się właśnie obudzić bo monotonne “chrrr-pyf!” nagle ucichło. Ucichło i pozostawiło pustkę w mojej głowie. Wybiło mnie z rytmu i o.

cisza

więcej ciszy

Starczy tej ciszy, bo jeszcze zacznę myśleć.
Ehh, za późno: tak sobie pomyślałam, że gdybym była księdzem o niepodważalnym autorytecie to wyprodukowałabym tu i teraz (albo zaraz) rozważania Wielko-Piątkowe, które pomogłyby wielu w czymś tam…
A gdybym była kosmonautą mogłabym opisać swoją ostatnią misję kosmiczną i wszyscy byliby pod wielkim wrażeniem, że taka młoda, a taka odważna… (Co zresztą nie ma żadnego uzasadnienia logicznego – młodzi zazwyczaj są bardziej odważni niż-li starsi)
Albo byłabym niewiarygodnie uczonym uczonym i odkryłabym pierwiastek, którego do tej pory nie było – nagle okazałoby się, że jest wszędzie. “Jakże ona na to wpadła” mówiliby. “Ależ musi mieć mózg.”
Mogłabym też być córką byłego Prezydenta i tańczyć w “Tańcu z Gwiazdami”, a ludzie śmialiby się ze mnie, a ja śmiałabym się z nich i liczyła pieniądze przelane na konto.

I chciałam napisać, że jestem kimś fajniejszym nić ci wszyscy wymienieni, bo to i tamto, ale właśnie mi się przypomniało, że do 5 lipca muszę złożyć papiery na studia, a wcześniej wypadałoby się zdecydować JAKIE to mają być studia. Ale tam, czasu jest jeszcze dużo, nieprawdaż? :)

*Jak widać z tej całej prymitywnej dyskusji między Mną a Nmą jestem optymistką o bardzo szerokiej świadomości i dużej otwartości na inne niż moje punkty widzenia …
**A to jest właśnie wyraz mojej skrajnej nietolerancji.
*** Zapożyczenie z języka Ani – mojej Siostry.

Published in: on 2 Kwiecień 2010 at 8:02 am  Komentarze (3)  
Tags: , , , , , ,

W walentynki wale tynki!

Żart:
Walentynki, apteka.
- Dzień dobry.
- Skończyły się.

Z kazań Taty*
O małżeństwie: “(…) Dla kobiety to jest szczególnie ważne, żeby trafić na dobrego męża. Bo potem ona zostaje, sama z dzieckiem i bez pieniędzy. A facet to sobie zawsze poradzi. Dlatego jak mi tu jakiś przyjeżdża na starym rowerze, to ja mu bramy nie otworzę! Bo nie umie zadbać o siebie. A jakby mercedesem zajechał… nawet jak kradzionym, to co innego. Widać że operatywny jest! Ale w małżeństwie to jeszcze jest ważne eee coś takiego, co … jakby to nazwać… ee .. miłość? [Po dłuższej chwili głębokiego zamyślenia] Ale to w zasadzie z wiekiem tak czy inaczej przechodzi.”

A potem się ludzie dziwią, że mam dziwne poglądy …

*Będzie nowy dział “Z kazań Taty”. Podzielę się z Wami mądrością mego Rodziciela. Jakamż ja wspaniałomyślna niezwykle.

Published in: on 13 Luty 2009 at 8:50 pm  Dodaj komentarz  
Tags: , , ,

Whisky

Najlepszy film o niczym jaki miałam przyjemność oglądać. Film, w którym nie dzieje się nic. Naprawdę! K O M P L E T N I E N I C. Mimo to, uważam że był świetny, fenomenalny, fantastyczny i genialny. Jak to możliwe? Magia :)

Siedzę na fotelu w kinie. Obok mnie Ola. Film jeszcze się nie zaczął: rozmawiamy. Pytam czy wie o czym to w ogóle ma być. Mówi, że niby coś czytała, ale wszędzie pisali jakoś tak że w sumie nie wie. Ja też coś czytałam i też nie wiem.

Film:
……………………………………………………
………….
Dialog:
- Pomyłka
- Zdarza się
Publiczność wybucha śmiechem. Ja również.
…………..
…………
Na ekranie ukazuje się wysprzątane mieszkanie: lekkie śmiechy na widowni.
Główny bohater, Jacobo, ogląda swoje posprzątane mieszkanie: umieramy ze śmiechu.
………..

Było jeszcze wiele takich scen. Zapytacie co w nich śmiesznego? Nie wiem. One po prostu śmieszyły. Co więcej, mimo tego śmiechu film ten wydaje mi się raczej dramatem. Mimo tego że NIC się w nim nie działo. A może właśnie dlatego…

Było jeszcze wiele takich scen: równie nudnych co śmiesznych. Aż nagle… film się skończył. I dopiero wtedy, albo nawet po dłuższej chwili zastanowienia, odkryłam jak wiele w tym filmie się NIE WYDARZYŁO. Sceny wołające o akcje, prowokujące ją zostały bezczelnie powstrzymane i uduszone w zarodku. Nie pozwolono im się rozwinąć. Bohaterowie im nie pozwolili.

Wróciłam do domu i na pytanie Taty “No, to może powiesz Mi* wreszcie o czym był ten film?” powiedziałam “Nooo, on był… fajny.”. Nie ma co, wykazałam się elokwencją :D . No bo o czym on był: o tym, że myślałam że się pobiorą ale tego nie zrobili? o tym, że myślałam że się pokłócą, ale tego nie zrobili? o tym, że myślałam że będą razem spali, ale oni tego nie zrobili? (za pierwszym razem rozsunęli łóżka, za drugim on spał na kanapie, za trzecim ona.) o tym, że myślałam, że COŚ się stanie, ale się nie stało? …

Właśnie sobie uświadomiłam że nie znam zbyt wielu filmów, które by tak, w taki dziwny sposób, pobudzały do refleksji.

Polecam.
(A tytuł to “Whisky” [czyt. "łiki"]. Tytuł to jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy w całym filmie :) )

______________
* Mój Tata naprawdę potrafi to powiedzieć wielką literą. I czyni to z lubością ;)

Published in: on 23 Styczeń 2009 at 12:00 pm  Komentarze (4)  
Tags: , , ,

-”Tatoooo…?” -”Masz tu na loda dzieciaku i idź mi stąd!”

Mentorów i mistrzów w różnych dziedzinach życia mam wielu. Poczynając od Słodkiego Żu* w kategorii gwiezdnych wojen, idąc przez Panią Kanie (magistra z kropką) – kategoria życie, dalej przez prof. Stasiaka, który nie jest profesorem, ale jest z tego dumny, a kończąc na Macieju z Zadupia. Jednak przez te wszystkie postacie przewija się gdzieś (niczym cień nocy błądzący w blasku dnia) mój TATA. Jedyny (bo ja wychowuję się w tradycyjnej, polskiej rodzinie z jednym ojcem i jedną matką), niepowtarzalny i… no, jedyny i niepowtarzlany, to powinno wystarczyć.

Mój ojciec uwielbia przypominać mi i moim siostrom ile mu zawdzięczamy. Mamie z resztą też. Poczynając od najprostszych tekstów kierowanych do 6-letniej Ani typu: “a kto cie wczoraj uśpił?” (w domyśle oczywiście pozostaje autor pytania), albo “kogo kochasz bardziej mame czy tate?” – zadawane jedynie gdy mama znajduje się w pobliżu. Swej drugiej córce, Marysi, tata rzadko zadaje jakiekolwiek pytania. Dlaczego? Bo Marysia nie trzyma się reguł. Nie odpowiada odpowiednio. Jeśli o mnie chodzi to średnio raz na dwa dni słyszę wypowiadane tonem gdzieś pomiędzy wyrzutem a dumą: “ty wiesz kto cie na rękach nosił jak byłaś mała?”, “prawie mi z ramion nie wypadałaś…”, “jak tylko wracałem do domu zmęczony to mi padałaś w objęcia, a teraz… nawet herbaty nie chcesz staremu ojcu zrobić!”. Taaa, można by się nawet przejąć, ale nie gdy słyszy się podobne wypowiedzi od dnia w którym człowiek uświadomił sobie jak używać uszu.

Największy zarzut z ust taty: “No w Piliszków [rodowe nazwisko, przyp. red.] to ty nie poszłaś. Tak to Kuflewicz [nazwisko panieńskie żony ojca mego, przyp. red.] by postąpił, blokers jakiś, a nie prawdziwy ziemianin!”. Czasem podziwiam moją mamę, choć z drugiej strony gdy wypowiada to człowiek z taką niewinnością, nieświadomością i radością na twarzy to aż głupio się gniewać. A tata właśnie tak to wszystko mówi. Z pełną wiarą, że daje świadectwo prawdzie. Bez jakichkolwiek chęci ubliżenia drugiej osobie, sprawienia jej przykrości.

Komplement? Hmmm, najbardziej cieszy usłyszane od ojca “sam lepiej bym tego nie zrobił”, “idziesz w ojca”, “to masz po mnie”, “no, no, w matkę to ty się nie wdałaś”. Faktycznie świadczy to o olbrzymim poczuciu własnej wartości i uwielbieniu swojej osoby, ale cóż… Uwielbiam słuchać gdy tak mówi (do mnie rzecz jasna**).

Tatus jest uroczym człowiekiem. Temu chyba nikt nie zaprzeczy. Najbardziej zawsze smieszyły mnie podejmowane przez niego próby bycia SROGIM OJCEM, z których najdłuższa trwała może 5 minut i skończyła się gdy tylko pociągnełam nosem.

Ideałem może i nie jest, ale i tak będę mu gotować zupki na starość :)

___________________________________________
*Były wychowawca, nauczyciel fizyki i matematyki. To on pierwszy odkrył że wole od tyłu xDD. (żeby nie było to wyjaśniam, że nie było :D )
** chyba rzeczywiście poszłam w ojca ;)

Published in: on 25 Październik 2008 at 5:46 pm  Komentarze (7)  
Tags: , ,

Ale o co chodzi? :D

- O! znowu głowę myłaś… Nie masz co robić, tylko wodę marnować?
Właśnie opuściłam łaźnię i tak powitał mnie mój Wielki i Czcigodny Pan Ojciec.
- No..
Starałam się, aby moja odpowiedź zabrzmiała poważnie i głęboko. Taka zresztą była: poważna i głęboka. Zresztą, kiedy za każdym razem wychodząc z łaźni po umyciu włosów słyszy się te same słowa, to przerost formy nad treścią odpowiedzi wydaje się niedorzeczny.
- A trawa skoszona? W piecu napalone? – nawet nie zwrócił uwagi na moją głębię…
Tata widocznie usilnie dążył do jakiegoś wniosku, który miałby dać mi do myślenia. Tak przynajmniej pomyślałam, a pierwszym z wniosków, który przyszedł mi do głowy było “ja_tak_ciężko_haruję_a_ty _mi_nawet_szklanki_herbaty_nie_podasz”. Cóż było robić? Zaproponowałam herbatę.
- Hehe – szyderczy śmiech w ustach Ojca pojawia się rzadko, więc ten przyjęłam ze szczerym zdziwieniem – Ty mi się tu chcesz herbatą wymigać… A ja mówię o trawie! o trawniku! Dlaczego jak na niego rano w niedzielę wyjdę i chcę się odprężyć po tygodniu ciężkiej pracy to muszę uważać, żeby mi się przypadkiem w trawę czapka nie zaplątała?!
- Bo… nieuważnie chodzisz? Tato, przecież już jest ciemno!
- Wymówki to Ty łatwo wynajdujesz. A zamiast tego powinnaś się za pracę jaką wziąć!
Gorączkowo myślałam o co Rodzicielowi może chodzić. Bo chyba nie oczekuje ode mnie, że zaraz tu wyjdę i będę trawę kosić (było już ciemno). Nie?
- Mam iść kosić tą trawę?
- Tak – aaj, drwiące do granic drwiądczości. – przeziębisz się i kto potem będzie za leki musiał płacić?
Więc to jednak nie trawnik… Rozejrzałam się wokoło. Było w miarę czysto, więc o sprzątanie też raczej nie chodziło. Nagle, do głowy wpadł mi POMYSŁ!
- Tato, zaraz się ‘Cienie PRL-u’ na Jedynce zaczynają… – zachęcająca mina typu oczy-wraz-z-głową-do-góry-a-brwi-też – Mogę obejrzeć?
Zbytnia ofensywa w przypadku mojego Taty nie popłaca. Za to tanie sztuczki w stylu tej, owszem.
- Tak? No dobra to możemy obejrzeć…
I zdawało mi sie jak mamrocze “a więc to o to jej chodziło.. mogła jaśniej”

___________________________________________________________
Ojojojoj, Niemcy przegrały z Chorwacją (1:2)! Szkoda bo to dla nas niekorzystne…

___________________________________________________________
Auto-komentarze (w tym wpisie nie było takiego żadnego… (już jest!)) zapisywane w nawiasach są wynikiem rozdwojenia jaźni / osobowości autor a/ów. Autor (a nie autorzy?) mógłby z tym walczyć, ale doszedł do wniosku (sam doszedł?), że mogą one śmieszyć Czytelnika (lizus, lizus…) i pozostał bierny. (A nie prościej napisać: “jestem chora umysłowo i to się raczej nie zmieni” ???).

Published in: on 12 Czerwiec 2008 at 7:32 pm  Komentarze (2)  
Tags: , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.