… lepiej niż Winterfresh.
Miniony tydzień upłynął mi pod znakiem POCIĄGU. Przymarźniętego Pociągu, możnaby rzec.
Zaczęło się w poniedziałek, kiedy to z powodu nieoczekiwanych opadów śniegu (albo z powodu nieoczekiwanego nadejścia zimy) pociągi jeździły… eee.. wolno. Co więcej, wolniej niż zwykle co spowodowało moje spóźnienie na pierwszą lekcje, w pierwszym dniu pierwszego tygodnia szkoły po przerwie świątecznej, którą miał szczęście być polski. Taaak, spóźnianie się na polski daje człowiekowi dziwną satysfakcje, a jeśli jeszcze po chwili słyszy “Agnieszka, niedość że się spóźniłaś to jeszcze gadasz. Cicho.” to wszystko wydaje się milion razy piękniejsze.
Wtorkowy powrót do domu wyglądał jeszcze ciekawiej.
Pociąg jechał mnie więcej w tempie poniedziałkowego, a wyświetlana prędkość pozwoliła mi wyliczyć średnią, która wynosiła ok. 26 km/h. Tak, trzeba to powiedzieć: pędził. Ale do tego ludzie są przyzwyczajeni, a PKP lubi sprawiać niespodzianki. W Pruszkowie (dwie stacje przed Milanówkiem, który stanowi moją stację docelową) po kilkunasto minutowym postoju, do przedziału wkroczył Pan Ubrany W Markowe Ubranie PKP i rzekł “Pociąg został odwołany z przyczyn technicznych. Prosimy o opuszczenie pociągu”. Brzmiał zupełnie jak Pan Z Megafonu – beznamiętnie, bezuczuciowo, sucho.
I wygonili nas na zimny, otwarty na ‘mroźne powietrze z połnocy’ peron.
Co była dalej? Troche czekania, trochę rozmów z przypadkowo spotkanymi ludźmi, troche śmiechu. Nic specjalnego, ale wystarczyło, żeby przekonać mnie, że Polacy wcale NIE SĄ GBURAMI, AROGANTAMI, BUCAMI, CHAMAMI, PROSTAKAMI i innymi takimi fajnymi.
Byłam tylko ciekawa kiedy z powrotem przkonam się, że jednak są…
I oto nadszedł czwartek i jeszcze większe spóźnienie (tym razem chyba z powodu słońca, bo mrozy się skończyły xD). I nie musiałam długo czekać:
PANI chciała wejść do pociągu. Niestety panujące warunki pozwalały jedynie na wciśnięcie się do pociągu, toteż PANI swoim piskliwym, nieco zdartym i wysłużonym już głosem wykrzyczała “Proszę się posunąć!”. Takie sytuacje, takie kobiety, zdarzają się często. Rzadko jednak ktos decyduje się na udzielenie im jakiejkolwiek odpowiedzi. Tym razem było inaczej: PAN stojący w wejściu do przedziału i blokujący jest skutecznie wyrzucił z siebie “Nie ma miejsca. Może sobie pani poczekać na następny pociąg!”. Ona, tym razem już oburzona, odkrzynknęła, po czym on rzekł ciężkim basem: “Nie będę się dla pani posuwał.” Wypowiedział to zdanie w tak kategoryczny i nie_cierpiący_sprzeciwu sposób, że kobieta zrezygnowała z dalszej polemiki i … grzecznie poczekała na następny pociąg. O.

Haha
A w następny wtorek [mój] “pociąg z Grodziska Mazowieckiego do Otwocka przyjechał na stację Warszawa Śródmieście z opóźnieniem około 70 minut”.