I want a slave!

Chodzę do najbardziej szowinistycznego LO w stolicy. I nie zmieni tego ani fakt, że większość uczących w szkole to kobiety, ani że viceprezydentem szkoły jest dziewczyna. Bo szkolną legendą, a przy tym idolem tych wszystkich nie_wiem_jak_bardzo_feministycznych_kobiet jest !MĘŻCZYZNA! I to nie byle jaki mężczyzna, bo Profesor Wiesław, który ma odgórne, dyrektorskie pozwolenie na wygłaszanie swoich, nawet najbardziej… eee… SWOICH, opinii na każdy, KAŻDY, temat.
Niezapomniane “Hitler by się w grobie poprzewracał jakby zobaczył co z tej jego wymarzonej rasy zostało!” wypowiedziane z tylko Jemu właściwym błyskiem w oku i radosnym uśmiechem (chciałam napisać “bananem”, ale jeśli z “bananem” to takim moooocno zgiętym :P ) pokrywającym 3/4 równie radosnej twarzy! ahhh, jak ja lubię geografię! ;)

A wczoraj, jakoże tematem lekcji był TRANSPORT, dowiedzieliśmy się, iż (tu cytuję) KOBIETY SŁUŻĄ DO RODZENIA DZIECI I NOSZENIA WODY NA GŁOWIE. Tak. I jakby się ktoś pytał to właśnie temu ZAWDZIĘCZAJĄ ŁADNĄ FIGURĘ. (Rodzeniu dzieci? Are you sure? – spytają co złośliwsi. Tak – odpowie Pan Profesor.)

Gdy Wiesław przedstawił swoją, możnaby powiedzieć nieco_kontrowersyjną opinię, część osób roześmiała się w głos, część, pochłonięta swoimi sprawami nie zwróciła uwagi, ale (teraz będzie ważne!) nikt (NIKT!) się nie oburzył!. OK, nie wiem czy nikt się nie oburzył, ale ja się nie oburzyłam, Martika się nie oburzyła, Krzysztof się nie oburzył, Kasia się nie oburzyła, Magda… No, nikt się nie oburzył. A przynajmniej nikt się zewnętrznie nie oburzył.

Dlaczego uszła płazem ta i wiele innych politycznych gaf i opinii dyskryminujących wszelakie mniejszości (a było ich duużo: Żydzi, Murzyni, Azjaci, Turcy w Niemczech (chociaż Turcy w Niemczech to kwestionowana mniejszość^^), kobiety (kobiety, zważywszy na fakt że jest ich na świecie wiecej niż mężczyzn, są jeszcze bardziej kwestionowaną mniejszością, ale to nic), ekolodzy, żaby, żubry, etc., etc.) Profesora Wiesława?
Może dlatego że kto ma dziennik ten ma władzę, a kto ma władzę ten ma rację. A może dlatego, że jesteśmy zbyt głupi, żeby się oburzać? A może dlatego, że On ma ten w oku błysk…. A może nie ma się na co oburzać?

(Pytania typu: “a co ma tytuł do całości?” są zwyczajnie nie na miejscu i w związku z tym zachęcam do zadawania takowych.)

* na poważnie (ale do gwiazdki pójdzcie na końcu!)

Gdzieś tam na Świecie świeci słońce. U mnie nie.

W tym momencie do powyższego zdania dobiera się przypadkowa, statystyczna polonistka imieniem Halin(k)a (nazwiskiem na W). Powiecie, dobiera sięto zdecydowanie brzydko powiedziane, po co tak ostro od razu? Ano nie ważne po co?, ważne że się dobiera, a uwierzcie mi że naprawdę się dobiera.
Pani Halina W. ma dwie opcje: albo przyjąć interpretację dosłowną albo metaforyczną (może jeszcze nazwać jedną z tych interpretacji jakoś inaczej, ale NIC JEJ TO NIE POMOŻE! (haha)). Dosłownie rozumiejąc autor zdania (a w zasadzie półtora zdania) znajduje się w tym momencie w miejscu, w którym zaszło już słońce i nadeszła pora doby zwana NOCĄ. Jest więc NOC. Taka zwyczajna, rzeczywista. W opcji metaforycznej mamy większe pole do popisu, ale ograniczymy się (tak, właśnie się ograniczam. bo mi się nie chce) do domyślnej. Mianowicie: autor jest smutny, ma czerń w duszy (nie!, nie jest Murzynem), nosi czarną koszulę i w ogóle jest czarny (ale nie jest Murzynem!) wewnętrznie. Co robi pani HW?
hmmmm

hmm
hmmmm
h
m
hmmmm

Ona załatwia was wszystkich łącznie ze mną i z sobą samą i

iiiiiiiii
Sięga po klucz!

Nie ma to jak spryt.

Ale, zapyta ktoś dociekliwy (zadaje to pytanie sama, bo prawdę mówiąc nie liczę na Waszą dociekliwość. Internauta, kim by nie był, jest leniem.), co jeśli klucza nie ma? Wtedy nasza Pani Polonistka uprzedzając swoje pierwsze spojrzenie w tekst (nie chce bowiem skazić swych dziewiczych myśli), który ma być poddany jej wnikliwej analizie, SAMA wymyśla klucz! Haha! Sprytna jest.

Ach i oh, ależ ja jestem tolerancyjna, bezproblemowa, fantastyczna i niekonfliktowa, że mimo wszystko ją lubię.

Tak, jestem cudowna.

____________________________
W Stwarzanej_Właśnie_Skali_Poważności ten tekst przyjmuje stopień “Niezbyt poważny, aczkolwiek każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy”.

____________________________
* Nie

Opublikowane w:  on 18 kwiecień 2009 at 9:01 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

Brzydkie kaczątko – historia prawdziwa

1.

Dawno, dawno temu za górami, za lasami i za oceanem żyła sobie Ann Dunham. Była miłą, dobrą i piękną dziewczyną. Mogłoby się wydawać, że skoro natura obdarzyła ją tak chojnie pod względem fizyczno-cielesnym to poskąpiła jej rozumu. Ale nie! Ann była nadzwyczaj inteligenta.

Kiedy wraz z rodziną przeprowadziła się na Hawaje, rozpoczęła tam studia. Podczas jednego z wykładów z języka rozyjskiego jej uwagę zwrócił pewien czarny* jak smoła student. Był to w tym czasie jedyny czarny żak na całej uczelni. Pierwszy.

Ann zafascynował kolor jego… duszy. Zaczarowała ją pierwotna energia, którą Barack emitował. Był dla niej symbolem zmian, symbolem nadzieji, symbolem szansy na lepsze życie. Poznali się bliżej. Na tyle bliżej, że Ann zaszła w ciążę i urodziła Baracka Obamę Juniora. Mały Baraczek nie cieszył się ojcem, a jego matka mężem zbyt długo. Barack Senior zatęsknił za swym rodzinnym krajem, za plemieniem Luo, z którego pochodził, za rodzicami oraz resztą rodziny i powrócił tam, gdzie naprawdę przynależał. Zostawił swoją ukochaną.

2.

Barack Junior rósł i mężniał starając się cieszyć każdym dniem swojego życia. Nie było to łatwe: dojrzewał bowiem w czasach, w których Stany Zjednoczone Ameryki nie były tak tolerancyjne jak są dziś, a Barack był czarny. Był inny, był odmienny. Nie był ani w pełni Czarnym (jego matka była biała), ani Białym. Nie mógł liczyć na pełne i bezwarunkowe poparcie żadnej z tych dwóch grup.

Był jednak synem swojej matki. Był tym co zostało z jej marzeń i nadziei. I, zapewne natchniony słowami piosenki Feela “pokaż na co cię stać”, pokazał Ameryce i światu, że nie jest gorszy od innych.

CDN….

____________________________________________

* Jeśli kogoś burzy i zniesmacza fakt iż słowo “czarny” zostało napisane małą literą to niech jeszcze raz, ze zrozumieniem przeczyta całe zdanie, gdyż słowo to w tym przypadku zostało użyyte jako PRZYMIOTNIK, a nie jako rzeczownik. (Dla większego zrozumienia zanalizuj zdanie: To nie prawda że Biali są biali.)

___________________________________________

Życzenia urodzinowe dla Martiki:

Wszystkiego najlepszego!!!! xDD

Opublikowane w:  on 9 listopad 2008 at 1:46 pm Komentarze (4)
Tags: ,

Murzynek Bambo 2

To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/
Zapraszam do czytania. :D
_________________________________________________________

- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. Dobrze?
- Nie. Powinno być lubię cię.
- Lu-bie cje.
- Bardzo ładnie.
- Ale ja tego nie powtarzam. Ja to mówię. Naprawdę.
- …
- Iestes piejkna. Ije-steśś pieenka.
- Uhm. Dobrze.
- Jesteś piękna.
- Tak, zrozumiałam.
- Powiedziałem to naprawdę. Powinnaś powiedzieć: dziękuję.
- Co? A tak, jasne: dziękuję.
Tym razem zamiast powrócić do książki, wykazałam się wielką inwencją i spojrzałam na komórkę, którą od dłuższego czasu bawił się mój rozmówca (żaden szpan…^^). I to okazał się w dużej części trafiony wybór, bo na tapecie miał Cristiano Ronaldo (na wygaszaczu, jak się później okazało, również). Murzyn musiał zauważyć moje spojrzenie bo spytał:
- Lubisz piłkę nożną?
- Ta-ak.
- A wiesz gdzie gra Cristiano Ronaldo? – chciał sprawdzić moją wiedzę? Idiota! Każdy wie gdzie gra Ronaldo…
- Ta. W Manchesterze.
- Wiesz… ja też jestem piłkarzem.
- O! – cóż, football ma swoją siłę.
- Gram w drugiej drużynie ŁKS-u.
- Wow.
- To jest w trzeciej lidze – i pokazał na palcach żeby nie było wątpliwości.
- Wow… – coraz mniej entuzjastyczne.
- Wczoraj graliśmy z … – nie zrozumiałam – ale niestety przegraliśmy. 1:2.
- Uuu-hm – to było stare, poczciwe ‘uhm’ tylko w wersji smutnej.

Przyszedł pan wózkowy. Uwielbiam panów wózkowych. Panowie wózkowi mają to do siebie, że są starsi, zazwyczaj wyglądają na ludzi z przeszłością robotniczą i mają wózki. Ale nie ładne, nowe wózeczki. To są wózki… Zabytkowe można-by rzec. Można-by, gdyby nie to, że o zabytki się dba. A wózki zadbane nie są. I charakterystyczne dla wózkowych jest to, że właściwie nie dają człowiekowi szans na kupienie czegokolwiek: wygląda to tak, że pan wózkowy przechodzi, mrucząc pod nosem “coś z wózka?”, a gdy człowiek podniesie głowę to pan wózkowy jest już daleko. Ten pan wózkowy nie był wyjątkiem. Wyjątkiem była za to starsza kobieta siedząca w pobliżu, która zaczęła go gonić. Dogoniła. I kupiła. Kawę. Tzn. plastykowy kubek kawy za 3,50 zł. Zdzierstwo!

Tymczasem Murzyn:
- Masz komputer?
- Tak.
- A internet?
- Uhm.
- Stały?
- Uhm.
- Wiesz, niestety mój komputer się popsuł.
- Uhm.
Murzyn chyba pomyślał, że nie zrozumiałam bo zaczął udawać psujący się komputer co było na tyle zabawne, że mnie rozśmieszyło. Murzyn chyba pomyślał, że… No nie wiem co pomyślał. W każdym razie powiedział:
- No niestety, bo tak to moglibyśmy na gadu-gadu pogadać albo coś.
Gdybym to ja kupiła ta kawę od wózkowego to właśnie w tej chwili kawa wylądowałaby na podłodze.
- Uhm – powiedziałam.
- Ale mam telefon.
- Uhm…
- Dasz mi swój numer?
- Masz na myśli… numer telefonu?
- Tak.
- … – intensywne myślenie.
- Jeśli nie to po prostu powiedz, że nie.
Naiwnie uwierzyłam i powiedziałam:
- No więc nie.
- Nie? Dlaczego?
(Kocham to pytanie.)
- Bo… nie mam w zwyczaju dawać telefonu ludziom z ulicy, ludziom których nie znam.
- Ale ja nie jestem człowiekiem z ulicy! Powiedziałem ci mój zawód, powiedziałem co jak mam na imię – faktycznie powiedział na początku, ale i tak nie zrozumiałam (to było coś jak Mmmubmbnb, albo jakoś podobnie)- znamy się!
- Nie. Dla mnie jesteś obcy człowiekiem.
- Bo jestem Murzynem, tak?
- Nie.
- Tak, to dlatego że jestem czarny. Boisz się mnie bo jestem czarny.
- Nie.
Murzyn zrobił smutne oczy i kontynuował:
- Tak, nie chcesz mi dać numeru bo jestem czarny…
- Nie. Dla mnie mógłbyś być nawet biały, czy… niebieski. I tak bym ci nie dała numeru.
- Tak?
- Tak.
- Nie.
Stwierdziłam, że dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Murzyn chyba też, bo zmienił tor natarcia (zwrot i wartość zapewne też zmienił).
- Więc… pewnie masz chłopaka i się go boisz. Na pewno tak jest.
Moje zwoje mózgowe zaczęły intensywnie pracować. Tak naprawdę nie mam chłopaka, ale pod wpływem chęci zakończenia konwersacji i ciekawości co zrobi mój rozmówca powiedziałam:
- Tak. Mam chłopaka.
- A więc… Dobrze.
Po niedługiej chwili ciszy, Murzyn odezwał się ponownie:
- Przeprasza, ale mój kolega woła mnie żebym z nim usiadł.
- OK – powiedziałam.
- A więc muszę iść.
- Uhm, żaden problem.

I poszedł.

_________________________________________________________
To już jest koniec historii. I powiem, że jeszcze jedna taka akcja i zostanę rasistą. A co!

Opublikowane w:  on 5 maj 2008 at 11:10 am Komentarze (8)
Tags: ,

Murzynek Bambo

Na początku chcę zaznaczyć, że jest to historia prawdziwa. Jest to też część mojej podróży do Łodzi. Jest to jakby nie patrzeć część mojego życia albo też podróży wiekuistej. Jak kto woli. Najważniejsze jednak że jest to cholernie śmieszne. xD

Do pociągu weszłam z siostrą. To ja miałam nim jechać, ale że do odjazdu pozostało ponad 30 minut, postanowiłyśmy jeszcze się nie żegnać. Zajęłam miejsce, na sąsiednim położyłam plecak i na stojąco wymieniałam z kuzynką ostatnie uwagi.
W czasie naszej zajmującej rozmowy wagon powoli się zapełniał – nigdy jednak nie osiągnął stanu nasycenia. Wchodzili kolejni podróżni: starsza kobieta, metal z nieszczelnymi słuchawkami, grupa Afrykańczyków z jednym białym, młoda dziewczyna w różowym płaszczu (który wyglądał jakby był z plastyku) i dwóch Murzynów. Nie zrobiło się jednak ciasno: pociąg był duży, wolnych miejsc też dużo.
Zostało ok. 10 minut do odjazdu. Justyna (wcześniej kuzynka, siostra) wyszła. Dzielnie postanowiła wyjąć książkę do biologi z godnym podziwu zamiarem uczenia się do klasówki. Nie tylko postanowiła! Nie tylko wprawiłam myśli w czyny (wyjęłam podręcznik)! Ja nawet otworzyłam biologię i zaczęłam czytać! (Tak, czasami nawet samą siebie zachwycam). Plecak pozostawiłam na pustym siedzeniu obok. Nie zdążyłam jednak zgłębić chociażby połowy strony tajników wiedzy o tkankach kostnych, gdy usłyszałam głos “Do you speak English?”. Uniosłam głowę, aby zidentyfikować mówcę, którym okazał się być jeden ‘dwóch Murzynów’.
-Yeah… – odpowiedział lekko zirytowana (ja już tu się chce uczyć, a ktoś mi bezczelni przeszkadza!), ale bardziej zaciekawiona.
- So, can I seat with you?
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co Murzynowi chodzi. Zaraz jednak użyłam mojej nadzwyczajnej inteligencji i załapałam.
-No więc… tak. – zgodziłam się. Zastanowiło mnie to pytanie, ale pomyślałam, że może przyzwyczajony do afrykańskich prerii człowiek (z zamulonego akcentu wydedukowałam że gość jest z Afryki) potrzebuje więcej przestrzeni, a tak się złożyło że miejsce moje i sąsiednie było odosobnione od pozostałych (przed nimi nie było kolejnych, więc np. można sobie było rozprostować nogi). Z taką myślą powróciłam do lektury o tkankach.
- Jak mas na imie? – Murzyn
- Agnieszka – odpowiedziałam bez większego namysłu.
- A tamta dziewczyna? To kto był?
- Moja kuzynka.
- Uhm… Mieszkasz tu, w Łódź?
- Nie.
- W Warszawie?
- Nie, koło.
- Koło?
- Tak, koło Warszawy.
- Uhm.
Krótka przerwa i moja godna pożałowania próba powrotu do biologii, polegająca na gapieniu się w tekst i czytaniu po pięć razy tego samego zdania.
- Jesteście students*?
- Tak. Nie. Ona tak, ja nie.
- Nie? To co robisz w życiu?
- Uczę się w szkole średniej…
- Ile masz lat?
Chwila namysłu z mojej strony. Możecie pomyśleć (znając mnie i moją nadzwyczajną bystrość), że zastanawiałam się czy podać swój wiek, czy to aby rozsądne, czy może lepiej podać jakiś inny wiek, etc. Ale nie! Ja intensywnie myślałam nad tym ile to ja mam lat.
- 17, tak przynajmniej sądzę.
- Oooo, jesteś taka młoda!
- ^^ – to chyba wyraziło wszystko, bo Murzyn ucichł.
Kolejne minuty poświęcona biologi. (Swoją drogą po tak długim czasie spędzonym nad książką muszę dostać 5 z klasówki.)

- A gdzie się uczysz? – Murzyn ku mojej wielkiej i nieskrywanej radości (^^) się przełamał.
- W Warszawie.
- Aha, czyli wynajmujesz mieszkanie gdzieś, tak?
- Nie.
- A więc… codziennie dojeżdżasz do Warszawy?
- Tak.
- A nie chciałabyś zamieszkać gdzieś w centrum? Ja np. mam mieszkanie …
- Nie! Ja… nie lubię Warszawy! – jak teraz sobie ten moment przypominam, to dopuszczam do siebie myśl, że mogło to wyglądać trochę panicznie. Ale tylko trochę.
- Nie? Dlaczego? – powiedział Murzyn tonem ‘i-tak-ci-nie-wierzę-ale-jestem-ciekawy-co-odpowiesz-spryciarzu’ (tak naprawdę wcale nie jestem pewna czy to był właśnie ten ton, bo jak już wcześniej wspominałam mój uroczy rozmówca obdarzony był nieco zamulonym akcentem – wszystko co mówił było takie … wymemłane).
- Ja… nie lubię dużych miast. – inteligentna odpowiedź
- Dlaczego? – ten sam ton.
- Bo one są… dla mnie za duże. – nie ma co. Cięta riposta z mojej strony.
- Uhm. – tym razem ton można określić jako ‘bardzo-sprytne-ale-…’

Ucichł na chwilę co wykorzystałam ponownie zagłębiając się w lekturze, która stawała się coraz nudniejsza. Siedziałam jednak prawie bez ruchu, gapiąc się z wielce zafascynowaną miną w obrazki (na szczęście były obrazki!). Nagle, ujrzałam ruchomy obrazek: oto wielki, czarny palec sunął po kartce. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, gdy do ruchomego obrazka dołączył dźwięk (i tak powstały filmy z dźwiękiem). Głos mówił: “możesz to dla mnie wymówić?”** W tym samy czasie palec dotarł już do swego celu – słowa ‘FUNKCJE’.
- Wymówić… ? ale jak to? – znów błysnęłam inteligencją.
- Tak wymówić.
- Aaaa wymówić! Tak mogę. Funkcje.
- Funkie, funkcie. Dobrze?
- Tak.
Chwila milczenia i mój (tym razem niepewny) powrót do książki.
- Często chodzisz na dyskoteki? – zgadnijcie kto…^^
- Nie!
- Nie? Dlaczego?
- Bo… nie lubię dyskotek. – ponownie wspinam się na wyżyny moich możliwości.
- Nie? Dlaczego? – on wcaaale nie był nudny… ani natrętny!
- Bo… bo nie ;]
- a może gdybyś częściej chodziła to byś polubiła. Ja dzis z kolegami idę na przykład i…
- Nie sądzę.
Tym razem nawet nie zdążyłam ponownie otworzyć książki, gdy do mych uszu dotarło kolejne pytanie.
- Palisz?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
Jak mi ktoś powie w najbliższym czasie “nie? dlaczego?” to zamorduje…
- Bo nie… Jestem za młoda – haha.
- Hmm… Widziałem wiele młodych dziewczyn tu w Polsce, które paliły.
- Ale ja nie.
- A jak dorośniesz to będziesz palić?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
- Po prostu nie chcę.
- Ahm. Ale chyba pijesz? Tu w Polsce wszyscy piją…
Śmiać mi się zachciało i powiedziałam tylko:
- Nie nałogowo.

Ponownie biologia. Ponownie zostaje brutalnie przerwana moja nauka.
- Zawsze chciałem się nauczyć polskiego.
Ponownie czuję irytację połączoną z ciekawością. Ciekawość zwycięża. Unoszę głowę znad książki.
- Uhm?
- Moi koledzy mówili że jest za trudny.
- Uhm. To prawda że jest trudny.
- Ale ja i tak bym się chciał nauczyć.
- Uhm.
- Najlepiej to by było jakbym miał dziewczynę Polkę. To bym się najszybciej nauczył.
- Uhm – mówię. ‘Co za debil’ – myślę.
- Ale niestety nie mam dziewczyny.
- Uhm – mówię. ‘Jakież to przykre’ – myślę.
- A ty mogłabyś mnie nauczyć polskiego?
- … No więc… tak, chyba tak.
Chwila ciszy.
- Aaa … jakie słowa chcesz poznać? – tym razem to ja podtrzymuję rozmowę.
- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. ***
__________________________________________________________
Ciąg dalszy nastąpi…
(Chyba że umrę, poważnie ucierpię w dowolnym wypadku, poważnie ucierpię bez wypadku (a i tak się zdarza), komputer mi się spali, dom zawali, monitor wysiądzie, oczy albo każda inna część ciała się popsuje, rodzice dadzą mi szlaban na kompa albo nie będzie mi się chciał – w przypadku ostatnim zezwalam na działanie argumentami siły dla tych którzy chcieli by więcej.)

__________________________________________________________
*Nie do odtworzenia po polsku. Mi słowo students skojarzyło się ze studentami i stąd całe nieporozumienie (chociaż wiadomo że student to każdy uczeń)…

**Wyszło jeszcze głupiej niż w oryginale. Otóż Murzyn w swojej prośbie użył czasownika ‘pronounce’.

*** to co jest napisane kursywą to było powiedziane po polsku.

Opublikowane w:  on 4 maj 2008 at 2:05 pm Komentarze (4)
Tags: ,

Murzyn

Murzyn poprosił mnie o numer telefonu, odmówiłam, więc oskarżył mnie o rasizm. (szczegóły dostępne prywatnie po wcześniejszej rezerwacji terminu xD) Bywa…
I czuje się zdyskryminowana.

Opublikowane w:  on 21 kwiecień 2008 at 2:07 pm Komentarze (8)
Tags: , , , ,