Argh.
Kiedy słyszę pseudoekspertów wymądrzających się w radio na temat tego, że dziecko pracując nieodwracalnie traci dzieciństwo to mnie krew zalewa. Panie [w tym przypadku] chyba same były pozbawione dzieciństwa i nie wiedzą na czym ono polega! Bo dzieciństwo to nie żadne warunki środowiskowe tudzież społeczne, ale stan ducha! Przecież kiedy mówimy o kimś dorosłym, że z niego dziecko, to nie chodzi nam o to, że ma łatwe, lekkie i przyjemne życie. Mówimy tak o kimś, kogo stosunek do życia jest lekki, kto potrafi cieszyć się każdą głupotą, a o sprawach mniej przyjemnych szybko zapomina.

Pomagać mogą, nosić wodę też.
Dzieci, którym pozwala się (a nawet lekko przymusza) robić rzeczy pożyteczne, a więc inne niż gra w Chińczyka, w karty czy w komputerową rąbankę, czują się z tego dumne. Czasem same o tym nie wiedzą, no ale…
Czy małe, powiedzmy sześcioletnie dziecko, pomagając ojcu w pracy zarobkowej jest wykorzystywane? Panie w radio zgodnym chórem zakrzyknęły TAK! i argumentując swoje zdanie powiedziały: Każąc małemu dziecku pracować, wrzucamy mu na barki odpowiedzialność, która nie tylko może, ale wręcz musi je przygnieść. Ono nie jest w stanie psy-chi-cznie wytrzymać pracy, a ponadto bleble, ble, ble…. Ja natomiast na postawione powyżej pytanie odpowiadam NIE!, a Paniom_Expertkom (które i tak mnie nie słuchają (bo i nie mają jak)) powiem tak: Każąc małemu dziecku pracować, dajemy mu możliwość wykazania się, zasmakowania prawdziwego świata. Odpowiedzialność, którą je obarczamy… Tak naprawdę nie istnieje. Dobrze jednak jest, gdy dziecku wydaje się, że jest inaczej. Wtedy czuje się ważne: w końcu nie każdy może pomagać rodzicom w utrzymaniu rodziny, prawda? Od strony psychicznej dziecko znosi pracę znacznie lepiej niż osoba dorosła: wszystko je interesuje, we wszystkim potrafi znaleźć coś ciekawego. Prawdą jest, że równie szybko jak zapala się do pracy, traci zapał, ale można to albo wykorzystać w pracy dziecka nad charakterem albo po prostu często zmieniać mu zajęcie. Ponadto nie da się pominąć faktu, że przy wspólnej pracy rodzica z latoroślą jego budują się więzi rodzinne, a co więcej ble, ble, bleble….*
No to sobie pogadałyśmy xD

Temu mówię NIE
Dla jasności: ani ja nie mówiłam, ani wspomniane Panie nie mówiły o przypadku wykorzystywania dzieci do ciężkiej harówki, tak jak to się dzieje w Afryce czy Indiach (gdzie ponadto są okaleczane, aby lepiej żebrały), wyręczania się dziećmi itp. Chodziło o obowiązki domowe (typu wyrzucanie śmieci, zmywanie naczyń), bądź pomoc rodzicom w pracy, jeśli ci mają własny zakład, firmę (np. restaurację i dziecko może pomagać w kuchni, rozkładać talerze – oczywiście wszystko z umiarem).
________________________________
*Jeśli Szanowny Czytelnik spojrzy na długość przytoczonych wypowiedzi, to może mieć wrażenie, iż osoba przytaczająca była lekko stronnicza. Czytelnik jest w błędzie: byłam bardzo stronnicza.


Ja spróbuje wieczorem.