Postęp wszędzie, euro wszędzie, co to będzie, co to będzie?

Wspięłam się dziś na wyżyny mojej tolerancji, zapomniałam o uprzedzeniach, powstrzymałam odruchy obrzydzenia i weszłam na stronę Gazety Wyborczej (dlaczego ja piszę tą nazwę wielką literą??! sama siebie nie rozumie…). Zrobiłam ogólny re-search. Moją uwagę przyciągnął artykuł zatytułowany “Sąd w Strasburgu daje lesbijce prawo do adopcji dzieci”. Obrzydlistwo. Ale nic, miałam powstrzymywać naturalne odruchy, więc powstrzymywałam (ja, w przeciwieństwie do państwa postępowych Europejczyków i innego lewactwa, staram się dotrzymywać słowa danego nawet sobie).
I w GW, w tym oto artykule, pani redaktor, której nie zrobię krzywdy po nazwisku, najpierw pieje z zachwytu nad dojrzałością i mądrością sądu w Strasburgu, a potem jeszcze wymyśla sądy francuskie (które pierwsze rozpatrywały sprawę lesbijki pragnącej posiadać (POSIADAĆ!) dziecko), które ośmieliły się odrzucić wniosek lesbijki tłumacząc to “brakiem ojcowskiego wizerunku w związku kobiety oraz “niejednoznaczną” postawą partnerki E.B. [rzeczona lesbijka - przyp. red.] wobec adopcji.”. No jak oni w ogóle śmieli! Jak można sądzić, że kobieta nie jest w stanie sama wychować dziecka i że jest jej do czegokolwiek potrzebny ojciec?! Przecież tylko kobieta wyzwolona, Towarzyszka Europejka, wraz ze swoją partnerką jest w stanie przekazać dziecku prawdziwe wzorce moralne i światopoglądowe. I co ma oznaczać “niejednoznaczna postawa partnerki”? Przecież ogólnie wiadomo, że wszelkiego rodzaju pederaści i inni odznaczają się niezwykłą wrażliwością i głębią dusz ich. Co to za niedorzeczne pomówienia biednej kobiety… No Ciemnogród i zabobony jakieś po prostu.
Jednak Towarzysze z GW i wszyscy pokrewni mogą spać spokojnie bo biedną lesbijkę uratował Europejski Trybunał Praw Człowieka. “Powołując się na Europejską Konwencję Praw Człowieka, która zakazuje wszelkich form dyskryminacji i nakazuje poszanowanie życia prywatnego i rodzinnego, dziesięciu z siedemnastu sędziów Trybunału stwierdziło: Francja nie miała prawa odrzucić prośby E.B. ze względu na jej orientację seksualną.”.
Teraz poważnie. Ja osobiście się boję. Boję się słysząc, że w pełnym majestacie prawa powierza się dzieci homosiom. Chore. Boję się, słysząc, że w Holandii są obowiązkowe leczenia w psychiatrykach dla ludzi, u których stwierdzi się homofobię. Chore i straszne. I wreszcie boję się, widząc, że prawo unijne i instytucje unijne JUŻ są ponad prawem narodowym. (Jak inaczej wyjaśnić to, że Europejski Trybunał Praw Człowieka mógł nałożyć jakiekolwiek kary na państwo francuskie? Albo to, że mimo iż polska konstytucja zakazuje ekstradycji obywateli polskich to takie ekstradycje miały miejsce właśnie za sprawą UE?)* Straszne.

Na koniec krzepiące zdanie pana adwokata pani lesbijki: “To zwycięstwo równości nad strachem, uprzedzeniem i ignorancją.”. Równość zwyciężyła… czy czegoś nam to nie przypomina…

____________________________________________________
* Unia Europejska jako taka jeszcze nie istnieje. Tak naprawdę mamy dopiero Wspólnotę Europejską(, a jaką już ma władzę).

Opublikowany w: on 5 czerwiec 2008 at 7:22 pm Komentarze (4)
Tags: , , , ,

Niepodległa i Suwerenna?

Przeglądając artykuły na portalu bankier.pl natknęłam się na bardzo ciekawe i, przynajmniej dla mnie, niezbyt miłe spostrzeżenie. Otóż, ktoś odważył się napisać, iż polska Konstytucja (Nasza Polska Konstytucja!) zezwala na oddanie władzy nad Polską obcym. Zdumiałam się i myślę*: niemożliwe! Autor jednak powoływał się na sam dokument, a konkretnie na artykuł 90 tegoż dokumentu.

Sprawdziłam. I zacytuję, żeby potem nie było…

Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach.

Wydaje się jasne. Nadzieję może w nas utrzymywać jedynie zwrot “w niektórych sprawach”. Może. Będzie to jednak Nadzieja_Matka_Głupich. Niektóre sprawy nie są nigdzie sprecyzowane. NIGDZIE. A więc, każdy może je sobie na własny użytek po swojemu interpretować. Tylko, że mi taka interpretacja dużo w życiu nie da. Natomiast nasi cudowni panowie posłowie, którzy nudzą się całymi dniami, na pewno chętnie sobie powymyślają alternatywy dla Polski Niepodległej. Właściwie już nie muszą wymyślać, bo pomysł sam do nich przyszedł z EUROPY, a oni go ochoczo przyjęli, podpisując się pod nim. Ponad podziałami partyjnymi potrafili zjednoczyć się dla wspólnego dobra - powiększenia koryta. Brawo.

I ja tylko mam nadzieję, że nigdy… nie, NIGDY słowa Nadzieja (w Nadzieja_Matką_Głupich) nie zastąpi słowo Polska.

_________________________________________________

* Naprawdę!

Opublikowany w: on 2 czerwiec 2008 at 4:41 pm Komentarze (0)
Tags: , , , ,

Druga Irlandia?

A może jednak Tuskowi uda się budowanie w Polsce Irlandii…?

Druga Irlandia

Taaa… wyjątkowo optymistyczna wizja, ale tak naprawdę co to za różnica czy będziemy obywatelami Irlandii czy Europy…

Opublikowany w: on 31 maj 2008 at 9:46 pm Komentarze (1)
Tags:

“Z głupimi nie rozmawiam, przed głupkami się bronię”

Czuję się wybitnie podniecona. I właściwie nie wiem dlaczego. Tzn. wiem, ale jeśli miałabym podać jeden konkretny powód odpowiadający za ten stan to miałabym problem. Ale jeśli nie wymagacie jednego i konkretnego powodu to sprawa wygląda zgoła inaczej. Otóż wydarzenia. (Taaa… ale wymyśliłam… xD).

Pan Terry Pratchett kiedyś napisał, że wydarzenia to tchórze - zbierają się i atakują zbiorowo. Dziś, po raz kolejny, jestem zmuszona przyznać mu rację. Nie będę wymieniać wszystkiego co ma mnie spotkać w najbliższych dniach, dlatego że ponieważ (innymi słowy: bo nie). Chciałabym jednak radośnie wykrzyknąć, iż dnia 31 maja Roku Pańskiego 2008 idę na spotkanie z Panem Wojtkiem Cejrowskim. O! I z tego też powodu jestem bardzo rada. Ale żeby nie było tak pięknie i różowo (nie mam pojęcia co ma piękne do różowego i na odwrót, ale tak mówią LUDZIE) to tegoż samego dnia mam dodatkowe kilka godzin angielskiego (dwie do trzech” - powiedziała Pani, więc spodziewam się, że spędzę pół dnia słuchając jakiś kretyńskich lyseningów ;]).
Przyszły tydzień będzie jeszcze ciekawszy: klasówki, testy, zadanka, FCE … Taaak. I co? Powinnam się uczyć, nieprawda-ż? Tylko, że ja jak zwykle naukę zaczynam od zrelaksowania się, a potem… zazwyczaj znowu się relaksuje, a podręczniki szkole są skutecznie wypierane przez komiksy. Skutki? Jestem NAPRAWDĘ zrelaksowana. ;]

____________________________________________________________

Co po niektórzy inteligentniejsi i bardziej aktywni czytacze zastanawiają się pewnie co ma tytuł do treści wpisu. Odpowiadam: nic. Albo prawie nic - z treścią postu może go jedynie łączyć wspomniany Pan WC, który to jest autorem słów tytułu.

Dziękuje za uwagę. :P

Superhero, a nie jakaś tam księgowa

Mam plan! Na życie, na przyszłość.
1. Zostanę królem strzelców dowolnej ligi / rozgrywek / czegokolwiek (w każdym razie KRÓLEM (ew. mistrzem))
2. Przeczytam wszystkie komiksy Kaczora Donalda jakie kiedykolwiek powstały i zapiszą mnie do Teleexpresowej listy Ludzi Pozytywnie Zakręconych (zasiądę w Loży Kaczek? (razem z Kaczyńskimi? Nieeee…xD))
3. Zostanę Superbohaterem i ocalę świat: zniszczę PKP, usunę / unieszkodliwię wszystkich eurosocjalistów i zniszczę wszelkie istniejące zalążki socjalizmu (WE) i w międzyczasie stoczę wygrany pojedynek na śmierć i życie z jakimś strasznym i złym pseudo-bohaterem
4. Posprzątam pokój
5. Przetrę sobie mózg
6. Umrę szczęśliwa (albo i nie umrę - dożyje Armagedonu / Apokalipsy / czy jak tam kto woli.)

Autokomentarz:
Powodzenia, można-by rzec.

Opublikowany w: on 28 maj 2008 at 4:32 pm Komentarze (2)
Tags: , ,

Cudowny wpis

kurde, kurde, kurde.

Śmieszny kawał:
Radio Irackie:
- Witaj narodzie Iracki! Jest 5:00. Saddam Husajn właśnie się obudził. Obudźcie się i wy!
- Witaj narodzie Iracki! Jest 6:00. Saddam Husajn właśnie wyszedł na spacer. Wyjdźcie i wy!
- Witaj narodzie Iracki! Jest 7:00. Saddam Husajn właśnie je śniadanie. A teraz chwila muzyki…

ten też jest śmieszny:
Żydowi zmarła żona. Poszedł do biura ogłoszeń aby zamieścić nekrolog w gazecie. Pyta ile kosztuje ogłoszenie, dostaje odpowiedz:
- do pięciu wyrazów jest za darmo, powyżej pięciu trzeba płacić.
Pani pyta jaki ma być tekst.
Żyd odpowiada:
- zmarła Izylda Goldman
Pani mówi:
- ma pan jeszcze dwa wyrazy
Żyd myśli ciężko i po chwili dodaje:
- sprzedam opla

a ten jest głupi:

Co to jest? Długie, czerwone i kończy się na -ój ?
.
.
.myśl
.
.
.dalej myśl
.
.
.wymyśliłeś? to i tak nie to o czym myślisz
.
.
.myśl dalej
.
.
.teraz możesz juz przestać myśleć
.
.
.
odp. “Związek Radziecki przyjaciel twój”

a to jest najzajebistsze : http://www.youtube.com/watch?v=mfytfTkv-Jk

a na zakończenie motto: jak Fidel Bogu, tak Bóg Kubie. ;)

Opublikowany w: on 23 maj 2008 at 5:30 pm Komentarze (2)
Tags: ,

Ślimak, ślimak pokarz rogi…

Chciałam coś napisać. Nawet już wiedziałam co ale zapomniałam. ^^ trudno.
Zatem napiszę, że jutro wyjeżdżam do lasu i będę polować na robaki. Brzmi zachęcająco, nieprawda-ż? (Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać “nieprawda-ż” xD). Nie? Niemożliwe. Czy ktokolwiek z Was polował kiedyś na robaki? Jeśli nie, to nie wie o czym mówi. A jeśli tak, to na pewno wspomina ową działalność z uśmiechem. Ja na robaki może i nie polowałam, ale miałam farmę ślimaków! Jeszcze jak mieszkałam w Warszawie (miałam nie więcej niż 8 lat), brałam z koleżanką liście, kamyki, gałązki i urządzałyśmy ślimakom apartamenty na takich… hm.. publicznych parapetach (dla tych, którzy nie potrafią sobie wyobrazić publicznego parapetu może być ławka). Były łazienki, salony, kuchnie, baseny… Wszystko czego dusza zapragnie. I było też takie miejsce. Można je chyba nazwać SKŁAD ŚLIMAKÓW. Tam była taaaaaka masa tych cudownych stworzeń, że można było brać garściami. Raj. Więc brałyśmy ślimaki i wprowadzałyśmy je do Nowego Lepszego Świata w postaci zrobionych przez nas mieszkanek. I w największe zdziwienia wprawiało nas to, że ślimaki uciekały (!). Ale! Nie mogłyśmy pozwolić na to, żeby same pozbawiły się swojej życiowej szansy. Łapałyśmy je więc znów i znowu, a ślimaki znowu uciekały. A jak już uciekały to robiłyśmy im wyścigi: każda z nas wybierała swojego ślimaka i kibicowałyśmy im. Świeeeetna zabawa.
naprawdę polecam.

Tak. Jak już wcześniej wspominałam jutro wyjeżdżam, ale nie wiem czy pozwolą nam bawić się robaczkami i innymi. :)

Opublikowany w: on 18 maj 2008 at 9:05 pm Komentarze (0)
Tags: , , ,

Uświadamiacz

Weszłam na drzewo. Wzięłam ze sobą nóż. Poszukałam wzrokiem miejsca do siedzenia… Znalazłam! Było prawie idealne: gruba gałąź wygięta w ten sposób, że tworzyła leżankę. Z oparciem. Problem był tylko jeden: oto jakaś zabłąkana gałązka postanowiła wyrosnąć w złym miejscu i w złą stronę: uniemożliwiała mi złożenie ciała na wymarzonej ‘leżance’. Nie myślałam długo. Miałam przecież nóż i z entuzjazmem zabrała się do pracy. Chwilę to potrwało, bo gałąź nie należała do najcieńszych, ale cel osiągnęłam. Zadowolona, rozsiadłam się i rozejrzałam wokoło. Poczułam się… Nie, ja się stałam Panem tego drzewa. Jego władcą. Posiadaczem…
(Wyjęłam kartkę, pióro i zaczęłam pisać. O ile wdrapując się na drzewo wiedziałam jedynie, że COŚ napiszę, to w tej chwili pióro samo sunęło po papierze. Zaskoczyło mnie. Potraktowało jak zwykłe narzędzie i nie zważając na moje zdanie o tym co pisze, pisało. Pierwsze zdania przyjęłam bez oporu. Kilka następnych również, lecz tylko początkowo. Początkowo, bo potrzebowałam chwili aby dotarło do mnie co mówiły. Zawahałam się. Nie byłam pewna czy chcę kontynuować. Moje niezdecydowanie wykorzystało pióro, które znów natarło na papier. Poddałam mu się.)
Zrobiłam tak jak na białego przystało. Zrobiłam to, czego nauczyła mnie moja cywilizacja, rodzice, szkoła… “Gdy coś ci przeszkadza zmień to albo zniszcz, żeby już ci nie przeszkadzało. Przekształć świat dla swojej wygody.” - napis zdawał się być wyryty w mojej podświadomości i chyba dopiero czas spędzony wśród liści czereśni pozwolił mi to odkryć. (Gdy człowiek siedzi na gałęzi, ma nad sobą czyste, niebieskie niebo, a pod sobą cały świat i czuje się spełniony (a przynajmniej chwilowo i w niektórych aspektach), dopiero wtedy może odkryć samego siebie. Jest to niemożliwe choćby… na ten przykład w pociągu xD). Mogłam przecież przystosować siebie do natury. Ale nie… Zachowałam się tak, jakbym to ja była od nie lepsza. Jakbym to ja stała u jej źródeł, a nie Ona u moich. Zachowałam się, jak smarkacz, który śmie własnej Matce narzucać swoje reguły. Tak bezczelnie… bez szacunku.
Głupio mi.

_______________________________________________________
Pytam oficjalnie czy Moi Drodzy Czytelnicy :D zgadzają się na wpis polityczny. Proszę o odpowiedzi w komentarzach.

Opublikowany w: on 17 maj 2008 at 10:02 przed południem Komentarze (0)
Tags: , , , , ,

Jestem pilotem!

Jakiś czas temu kupiłam sobie samolot. Nie pasażerski, nie metalowy, nie duży i nie drogi (tu NIE ma błędów…). Wręcz przeciwnie: zrobiony z pianki, malutki i tani (1,50 zł). Wypatrzyłam go w sklepie z zabawkami i… musiałam mieć! Przez chwilę poczułam się jak dziecko, bo takie samoloty pamiętam z czasów, kiedy miałam nie więcej niż 9 lat. Może jakieś radosne, podświadome wspomnienie sprawiło, że tak gwałtowanie zareagowałam na jego widok. A może nie. Możliwe, że to właśnie brak spełnienia z dzieciństwa przyczynił się do mojego stanu. Nie wiem. Ciężko jest mi to oceniać, bo… bo tak. Tak jest i koniec. (Wydaje mi się, że niekiedy uzasadnienie jest niepotrzebne.)
Samolotem bawię się praktycznie codziennie od tygodnia. Rzucam samolot… a on leci! Powycinałam wspaniałe stery i naprawdę działają! Kiedy lotki na ogonie zegnę w dół, samolot nie chce lecieć do góry, tylko do dołu! A gdy prawą lotkę zegnę, a lewej nie, samolot skręca! Poza tym cały pokryty jest pięknymi malunkami (moja mama powiedziała, że są zwykłe… Ja jej dam zwykłe!).
Wybiegam na podwórko, samolot wyrzucony pod wiatr zmaga się z tym tyranem. Już, już miał wygrać bitwę, ale został zniszczony i spada. Łapię go i ponownie pobudzam do lotu. Tym razem zostaje uniesiony przez jakiś nieprzewidziany prąd powietrzny. Przez dłuższą chwilę szybuje w powietrzu, i choć tak upojne są te chwile to przerywa je nagłe lądowanie. Nie tylko nagłe. Również nieudane. Zdecydowanie. Samolot uderza dziobem w ziemię. Ehhh… Potrzebna naprawa! - krzyczy pilot do mechanika w mojej wyobraźni. Ten zbiera ekipę, oglądają razem maszynę. Po chwili pełnej napięcia słyszę orzeczenie: “Nic poważnego. Tylko śmigło trzeba podregulować”. Regulacja przebiega pomyślnie i znów śmigam w przestworzach…

Na początku tego roku stwierdziłam, że dorosłam (w końcu liceum i te sprawy). W ramach dorastania wróciłam do czytania Kaczora Donalda. Tym razem jednak, wypożyczam MegaGiganty i Giganty z biblioteki publicznej (co wskazuje na moją dojrzałość ekonomiczną).
Myślę, że dorosłość nie oznacza braku dziecinności. Myślę, że dorosłość to umiejętność ponownego odkrycia w sobie dziecka. Tak myślę… Nic więcej.

Opublikowany w: on 8 maj 2008 at 6:59 pm Komentarze (5)
Tags: , ,

Murzynek Bambo 2

To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/
Zapraszam do czytania. :D
_________________________________________________________

- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. Dobrze?
- Nie. Powinno być lubię cię.
- Lu-bie cje.
- Bardzo ładnie.
- Ale ja tego nie powtarzam. Ja to mówię. Naprawdę.
- …
- Iestes piejkna. Ije-steśś pieenka.
- Uhm. Dobrze.
- Jesteś piękna.
- Tak, zrozumiałam.
- Powiedziałem to naprawdę. Powinnaś powiedzieć: dziękuję.
- Co? A tak, jasne: dziękuję.
Tym razem zamiast powrócić do książki, wykazałam się wielką inwencją i spojrzałam na komórkę, którą od dłuższego czasu bawił się mój rozmówca (żaden szpan…^^). I to okazał się w dużej części trafiony wybór, bo na tapecie miał Cristiano Ronaldo (na wygaszaczu, jak się później okazało, również). Murzyn musiał zauważyć moje spojrzenie bo spytał:
- Lubisz piłkę nożną?
- Ta-ak.
- A wiesz gdzie gra Cristiano Ronaldo? - chciał sprawdzić moją wiedzę? Idiota! Każdy wie gdzie gra Ronaldo…
- Ta. W Manchesterze.
- Wiesz… ja też jestem piłkarzem.
- O! - cóż, football ma swoją siłę.
- Gram w drugiej drużynie ŁKS-u.
- Wow.
- To jest w trzeciej lidze - i pokazał na palcach żeby nie było wątpliwości.
- Wow… - coraz mniej entuzjastyczne.
- Wczoraj graliśmy z … - nie zrozumiałam - ale niestety przegraliśmy. 1:2.
- Uuu-hm - to było stare, poczciwe ‘uhm’ tylko w wersji smutnej.

Przyszedł pan wózkowy. Uwielbiam panów wózkowych. Panowie wózkowi mają to do siebie, że są starsi, zazwyczaj wyglądają na ludzi z przeszłością robotniczą i mają wózki. Ale nie ładne, nowe wózeczki. To są wózki… Zabytkowe można-by rzec. Można-by, gdyby nie to, że o zabytki się dba. A wózki zadbane nie są. I charakterystyczne dla wózkowych jest to, że właściwie nie dają człowiekowi szans na kupienie czegokolwiek: wygląda to tak, że pan wózkowy przechodzi, mrucząc pod nosem “coś z wózka?”, a gdy człowiek podniesie głowę to pan wózkowy jest już daleko. Ten pan wózkowy nie był wyjątkiem. Wyjątkiem była za to starsza kobieta siedząca w pobliżu, która zaczęła go gonić. Dogoniła. I kupiła. Kawę. Tzn. plastykowy kubek kawy za 3,50 zł. Zdzierstwo!

Tymczasem Murzyn:
- Masz komputer?
- Tak.
- A internet?
- Uhm.
- Stały?
- Uhm.
- Wiesz, niestety mój komputer się popsuł.
- Uhm.
Murzyn chyba pomyślał, że nie zrozumiałam bo zaczął udawać psujący się komputer co było na tyle zabawne, że mnie rozśmieszyło. Murzyn chyba pomyślał, że… No nie wiem co pomyślał. W każdym razie powiedział:
- No niestety, bo tak to moglibyśmy na gadu-gadu pogadać albo coś.
Gdybym to ja kupiła ta kawę od wózkowego to właśnie w tej chwili kawa wylądowałaby na podłodze.
- Uhm - powiedziałam.
- Ale mam telefon.
- Uhm…
- Dasz mi swój numer?
- Masz na myśli… numer telefonu?
- Tak.
- … - intensywne myślenie.
- Jeśli nie to po prostu powiedz, że nie.
Naiwnie uwierzyłam i powiedziałam:
- No więc nie.
- Nie? Dlaczego?
(Kocham to pytanie.)
- Bo… nie mam w zwyczaju dawać telefonu ludziom z ulicy, ludziom których nie znam.
- Ale ja nie jestem człowiekiem z ulicy! Powiedziałem ci mój zawód, powiedziałem co jak mam na imię - faktycznie powiedział na początku, ale i tak nie zrozumiałam (to było coś jak Mmmubmbnb, albo jakoś podobnie)- znamy się!
- Nie. Dla mnie jesteś obcy człowiekiem.
- Bo jestem Murzynem, tak?
- Nie.
- Tak, to dlatego że jestem czarny. Boisz się mnie bo jestem czarny.
- Nie.
Murzyn zrobił smutne oczy i kontynuował:
- Tak, nie chcesz mi dać numeru bo jestem czarny…
- Nie. Dla mnie mógłbyś być nawet biały, czy… niebieski. I tak bym ci nie dała numeru.
- Tak?
- Tak.
- Nie.
Stwierdziłam, że dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Murzyn chyba też, bo zmienił tor natarcia (zwrot i wartość zapewne też zmienił).
- Więc… pewnie masz chłopaka i się go boisz. Na pewno tak jest.
Moje zwoje mózgowe zaczęły intensywnie pracować. Tak naprawdę nie mam chłopaka, ale pod wpływem chęci zakończenia konwersacji i ciekawości co zrobi mój rozmówca powiedziałam:
- Tak. Mam chłopaka.
- A więc… Dobrze.
Po niedługiej chwili ciszy, Murzyn odezwał się ponownie:
- Przeprasza, ale mój kolega woła mnie żebym z nim usiadł.
- OK - powiedziałam.
- A więc muszę iść.
- Uhm, żaden problem.

I poszedł.

_________________________________________________________
To już jest koniec historii. I powiem, że jeszcze jedna taka akcja i zostanę rasistą. A co!

Opublikowany w: on 5 maj 2008 at 11:10 przed południem Komentarze (6)
Tags: ,