“-Albo… w jakim języku myśli ktoś, kto jest głuchy od urodzenia? No bo skoro nigdy nie słyszał ludzkiej mowy, to co? Ma jakąś własną?”
Pytanie Szamana.
Pytanie z pozoru głupie, a więc najmądrzejsze. Bo ‘z pozoru głupie’ są pytania, które rzadko słyszymy, których nie zadajemy.
Odpowiedź na nie… ciężka sprawa. Właściwie odpowiedzieć się nie da, chyba że by ktoś znał kogoś głuchego i … spytał? Chyba nie. ;] Ale fakt, że odpowiedzieć się nie da, otwiera nam Bramy Królestwa Filozofowania. Pofilozofujmy więc!
Pierwsza możliwość: taki człowiek myśli w języku swoich rodziców, który został mu w jakiś sposób (genetyczny, metafizyczny, dowolny inny) przekazany. Pomysł może i niegłupi. No bo przecież coś tam po tych rodzicach odziedziczamy. Ich osobowości splatają się* i wyrasta z nich nowa, nasza własna … prawie własna. No właśnie, prawie, więc jest możliwość, że język też jakoś na nas przechodzi. Temu pomysłowi nie brakuje nawet logicznego wyjaśnienia. Brakuje mu jednak czegoś… Otóż nie ma on potwierdzenia w praktyce. Osobiście znam ludzi - Polaków - którzy na stałe mieszkają poza granicami naszego pięknego kraju**, i którzy swojego dziecka ‘zapomnieli’ nauczyć Mowy Polskiej. Czy dzieciak, zgodnie z wyżej przedstawioną teorią, potrafi mówić po polsku? Nie. Teoria pada więc. Chyba że… Może sprawdza się ona tylko w wypadku gdy badany osobnik nie ma kontaktu z żadnym innym językiem (np. jest głuchy)? Może… ale nie sądzę.
Druga możliwość: Człowiek głuchy myśli w języku ludzi wśród których żyje. Opcja w dużej mierze podobna do tej pierwszej (gdy ‘osobnik’ mieszka w kraju, z którego pochodzi), ale jej uzasadnienie jest zgoła inne. Badany głuchy, miałby wchłaniać język z otoczenia. Tym razem przykładem będą wszyscy obcokrajowcy w dowolnym kraju. Niektórzy z nich, owszem szybko chwytają język otaczającej ich większości (przy czym należy pamiętać, że NIE są oni głusi, a więc przykład jest nieco na wyrost), ale większość mniejszości musi się przykładać, żeby język wdrożyć w swoją osobowość. I w tym momencie można powtórzyć zdanie kończące pierwszy przypadek: ” Chyba że… Może sprawdza się ona tylko w wypadku gdy badany osobnik nie ma kontaktu z żadnym innym językiem (np. jest głuchy)?” Może… ale nie sądzę.
Trzecia możliwość: głuchy od urodzenia myśli w SWOIM WŁASNYM języku. Własnym, a jednocześnie wspólnym dla wszystkich głuchych. Języku, który nie daje się zapisać. Który nie jest możliwy do pojęcia dla tych, którzy sprawne uszy mają. Tak jak ślepy nie jest w stanie pojąć niebieskiego, w sposób w jaki pojmują niebieski ‘widzący’, tak głuchy nie jest w stanie myśleć słowami. Nie znaczy to jednak, że nie myśli on w ogóle. Bo myśli, w przeciwieństwie do uszu i całego systemu słuchowego, należą do Duszy a nie do ciała. Więc nie wierzę, aby ułomność cielesna mogła powstrzymać wielkość ludzkiej Duszy. Może język głuchego to ten najpiękniejszy, największy. Ten sprzed pomieszania języków. Może to język, w którym Bóg stwarzał człowieka. Może…
* Można rozumieć na dwa sposoby. Albo słowo ‘osobowości’ wziąć za symbol, przenośnię albo ’splatają się’ uznać za metaforę. (Pierwsze dla bardziej przyziemnych, drugie dla tych uduchowionych). xD
**I w tym momencie trafiam na listę nacjonalistów polskich… trudno.
________________________________________________________
W niektórych momentach czuję, iż mam w głowie więcej niż jestem w stanie zrozumieć. W innych z kolei, że rozumiem więcej niż mam w głowie. A w tych najpiękniejszych, mówię o i tłumaczę więcej niż rozumiem i mam w głowie. Te ostatnie są piękne. Te powyższe to te pierwsze. …