Oto ja - Jeździec Apokalipsy. Strzeżcie się !

Tak jest, zostałam Jeźdźcem Apokalipsy. I jest to bez wątpienia powód do strachu, jako że jedyny co taki jeździec może przynieść to Koniec Świata, Armagedon, Apokalipsa…

A jak Jeźdźcem Apokalipsy zostać? Trzeba znaleźć konia, stajnie bądź cokolwiek, wsiąść na to co się znajdzie (ja jednak proponowałabym konia) i wmówić sobie, że potrafi się na tym jeździć. Ot, cała filozofia - powiecie. Ale nie! w ten sposób zostaje się dopiero jeźdźcem (i to z małej litery). Ażeby stać się Jeźdźcem Apokalipsy należy dodatkowo notorycznie zapominać o piętach, które przecież trzeba trzymać nisko, bo inaczej coś-tam (o coś-tam też trzeba pamiętać!), o ramionach opadających luźno wzdłuż tułowia (wydaje się proste, ale moje ramiona spadały ZBYT luźno xD), o kolanach które mają przylegać do konia, o zgiętych łokciach, o tym że tyłek, wcale, ale to wcale mnie nie boli i o tysiącu innych rzeczach (już nie wspomną o nazwach, które powinnam pamiętać…). Jeśli spełnia się te warunki, to na pewno jedynym z czym Ty na koniu kojarzysz się swoim instruktorom jest Koniec Świata. Brawo.

I może moja aktualna jazda to… tragedia. I może nie mogę siedzieć, bo mnie okropnie tyłek boli, ale … JA CHCĘ NA KONIA!!!!!!!
To jednak wciąga…

UWAGA UWAGA! Bo ja… chciałam.. hihihi… chciałam pozdrowić moją… hihi instruktorkę radosną!… hihi :D

Opublikowany w: on 5 lipiec 2008 at 8:49 pm Komentarze (3)
Tags: , ,

Będzie co będzie, a jak nie będzie to nie będzie*

Zostanę płodną pisarką! Bardzo płodną! a nawet bardziej…

Tylko po co. Zostanę kim zostanę.

Ostatnio zaczęłam PLANOWAĆ. Planować wakacje, kolejne dni. Planować życie. Na szczęście nie doszłam jeszcze do końca bieżącego tygodnia (jeśli chodzi o planowanie życia) gdy zorientowałam się, że to jest głupie. Po prostu głupie. Dlaczego?

Bo tak.

Jak ktoś nie rozumie dlaczego, to niech sobie spróbuje coś zaplanować. Ale nie np. przeprowadzkę. Tutaj plan jest potrzebny, bo krótkoterminowy i z założenia konkretny. Poza tym nie ‘czasowy’ tylko ‘zadaniowy’, czyli nie ‘o-16-zrobię-to-a-o-17:30-tamto’ tylko ‘jak-skończę-to-to-zrobię-tamto’. Taki plan jest dobry. Ale plan życia… Jest właściwie niemożliwy do realizacji, a jeśli już zmuszamy się do jego realizacji to nie czyni nas ona szczęśliwymi.

Dziś skończyłam PLANOWAĆ. Nie zdążyłam oczywiście zrealizować żadnego z zaplanowanych zadań, ale zdążyłam szczytnie zaplanować, że w ciągu wakacji przeczytam 15 z 24 lektur, które nam szanowna pani nauczycielka zadała. Ale mój pogląd na plany i ich realizację już znacie, a ja mam w domu dużo ciekawszych książek … :D
_____________________________________________________
* Bezsprzecznie prawdziwe! ;]

Opublikowany w: on 2 lipiec 2008 at 9:52 pm Komentarze (0)
Tags: , ,

Mind the gap…

To było… niedawno.
To było… niedaleko.
To było… grunt że było.
***
Jak zwykle stałem na peronie i czekałem na pociąg. Nic ciekawego. Kto wie, to wie, a kto nie wie to niech wierzy na słowo. Pociąg powinien był już przyjechać, ale, co nie jest niczym niezwykłym, jakoś nie przyjeżdżał. (Może nikt mu nie powiedział, o której ma być. Nie wiem.) Mimo wczesnej wiosny słońce paliło niemiłosiernie. Czułem się okropnie: sterczenie w upale, którego celem jest wciśnięcie się do pociągu, a następnie spędzenie w nim ok. 40 minut, podczas których moim głównym zajęciem będzie przypuszczalnie wyszukiwanie resztek tlenu w powietrzu i wolnych przestrzeni na podłodze nie jest czymś, co sprawia, że człowiek czuje nagłą chęć do życia. Tak więc czekałem, i czekałem, i… czekałem? a poza tym chodziłem od ławki do krawędzi peronu i odwracałem głowę w kierunku, z którego spodziewałem się, że nadjedzie pociąg. Odwracałem głowę, bo tak naprawdę nawet nie patrzyłem. A może patrzyłem tylko nie widziałem… W każdym razie intensywnie myślałem. Nad czym? Heh… zastanawiałem się ile jeszcze razy muszę pokonać trasę z-ławki-do-krawędzi, aby na ziemi utworzyło się jakieś wgłębienie, ślad, cokolwiek.
Podeszła do mnie starsza kobieta.
- Przepraszam, o której odjeżdża najbliższy pociąg do Warszawy? - spytała.
Pytanie niewątpliwie było skierowane do mnie. Wiedziałem o tym. Jednak zanim dotarła do mnie jego treść i nim mój mózg zdążył je zanalizować kobieta prychnęła pogardliwie mrucząc przy tym, coś co brzmiało: “yhy, ta dzisiejsza młodzież… prych” i odeszła. Normalnie nie jestem takim mułem. To przez słońce mój umysł tępieje.
Kontynuowałem spacer. Ławka, krawędź, ławka, krawędź, ławka, krawędź… Tym razem postanowiłem skupić się i naprawdę ZOBACZYĆ, czy coś nie jedzie. Wytężyłem wzrok i w oddali ujrzałem jakieś światełka. Ucieszyłem się, a chcąc upewnić się, że to nadjeżdża właśnie to na co czekam, wychyliłem się jeszcze bardziej. I w tym momencie temperatura mojej głowy osiągnęła stan krytyczny. Białko się ścięło, a ja straciłem równowagę i świadomość.
W następnej chwili…
A byłą jakaś następna chwila?
______________________________
Znalazłam dziś taki stary tekst. Przeczytałam i stwierdziłam, że nawet nie najgorsze. Moje pytanie: warto kontynuować?

Opublikowany w: on 29 czerwiec 2008 at 11:23 przed południem Komentarze (2)
Tags: , ,

łolaboga…!

http://wiadomosci.onet.pl/1776945,12,item.html
“Hiszpańskie małpy są o jeden krok od przyznania im praw… człowieka - pisze internetowa strona Reutersa. Małpy mają dostać takie samo prawo do życia i wolności jak ludzie. Parlamentarna komisja ds. środowiska naturalnego przyjęła już odpowiednią rezolucję.”

Się we łbach przewraca….
I niech im te małpy potem rewolucję jaką zgotują!!!!

(Jeszcze spojrzeć na sondę na dole strony radzę.)
__________________________________________________________
A na ochłonięcie:
D

:D

Opublikowany w: on 26 czerwiec 2008 at 4:22 pm Komentarze (1)
Tags: ,

Filozuj, filozuj!

“-Albo… w jakim języku myśli ktoś, kto jest głuchy od urodzenia? No bo skoro nigdy nie słyszał ludzkiej mowy, to co? Ma jakąś własną?”

Pytanie Szamana.

Pytanie z pozoru głupie, a więc najmądrzejsze. Bo ‘z pozoru głupie’ są pytania, które rzadko słyszymy, których nie zadajemy.
Odpowiedź na nie… ciężka sprawa. Właściwie odpowiedzieć się nie da, chyba że by ktoś znał kogoś głuchego i … spytał? Chyba nie. ;] Ale fakt, że odpowiedzieć się nie da, otwiera nam Bramy Królestwa Filozofowania. Pofilozofujmy więc!

Pierwsza możliwość: taki człowiek myśli w języku swoich rodziców, który został mu w jakiś sposób (genetyczny, metafizyczny, dowolny inny) przekazany. Pomysł może i niegłupi. No bo przecież coś tam po tych rodzicach odziedziczamy. Ich osobowości splatają się* i wyrasta z nich nowa, nasza własna … prawie własna. No właśnie, prawie, więc jest możliwość, że język też jakoś na nas przechodzi. Temu pomysłowi nie brakuje nawet logicznego wyjaśnienia. Brakuje mu jednak czegoś… Otóż nie ma on potwierdzenia w praktyce. Osobiście znam ludzi - Polaków - którzy na stałe mieszkają poza granicami naszego pięknego kraju**, i którzy swojego dziecka ‘zapomnieli’ nauczyć Mowy Polskiej. Czy dzieciak, zgodnie z wyżej przedstawioną teorią, potrafi mówić po polsku? Nie. Teoria pada więc. Chyba że… Może sprawdza się ona tylko w wypadku gdy badany osobnik nie ma kontaktu z żadnym innym językiem (np. jest głuchy)? Może… ale nie sądzę.

Druga możliwość: Człowiek głuchy myśli w języku ludzi wśród których żyje. Opcja w dużej mierze podobna do tej pierwszej (gdy ‘osobnik’ mieszka w kraju, z którego pochodzi), ale jej uzasadnienie jest zgoła inne. Badany głuchy, miałby wchłaniać język z otoczenia. Tym razem przykładem będą wszyscy obcokrajowcy w dowolnym kraju. Niektórzy z nich, owszem szybko chwytają język otaczającej ich większości (przy czym należy pamiętać, że NIE są oni głusi, a więc przykład jest nieco na wyrost), ale większość mniejszości musi się przykładać, żeby język wdrożyć w swoją osobowość. I w tym momencie można powtórzyć zdanie kończące pierwszy przypadek: ” Chyba że… Może sprawdza się ona tylko w wypadku gdy badany osobnik nie ma kontaktu z żadnym innym językiem (np. jest głuchy)?” Może… ale nie sądzę.

Trzecia możliwość: głuchy od urodzenia myśli w SWOIM WŁASNYM języku. Własnym, a jednocześnie wspólnym dla wszystkich głuchych. Języku, który nie daje się zapisać. Który nie jest możliwy do pojęcia dla tych, którzy sprawne uszy mają. Tak jak ślepy nie jest w stanie pojąć niebieskiego, w sposób w jaki pojmują niebieski ‘widzący’, tak głuchy nie jest w stanie myśleć słowami. Nie znaczy to jednak, że nie myśli on w ogóle. Bo myśli, w przeciwieństwie do uszu i całego systemu słuchowego, należą do Duszy a nie do ciała. Więc nie wierzę, aby ułomność cielesna mogła powstrzymać wielkość ludzkiej Duszy. Może język głuchego to ten najpiękniejszy, największy. Ten sprzed pomieszania języków. Może to język, w którym Bóg stwarzał człowieka. Może…
* Można rozumieć na dwa sposoby. Albo słowo ‘osobowości’ wziąć za symbol, przenośnię albo ’splatają się’ uznać za metaforę. (Pierwsze dla bardziej przyziemnych, drugie dla tych uduchowionych). xD
**I w tym momencie trafiam na listę nacjonalistów polskich… trudno.
________________________________________________________
W niektórych momentach czuję, iż mam w głowie więcej niż jestem w stanie zrozumieć. W innych z kolei, że rozumiem więcej niż mam w głowie. A w tych najpiękniejszych, mówię o i tłumaczę więcej niż rozumiem i mam w głowie. Te ostatnie są piękne. Te powyższe to te pierwsze. …

Opublikowany w: on 23 czerwiec 2008 at 7:37 pm Komentarze (2)

Rozwiązanie konkursu!!!!

Właśnie mi się przypomniało, że kiedyś tam w odległej przeszłości i galaktyce (i w polu grawitacyjnym), był sobie konkurs na najciekawszą interpretację wierszy (w liczbie dwóch).
Nadeszły liczne interpretacje. W liczbie dwóch. …
Ale nic to.
UWAGA UWAGA!
Oto zaraz będą wyniki konkursu.
Ale pierwej:
- wierszyki
- Interpretacja nr 1:

Otóż w pierwszym wierszu autor ewidentnie słyszy głosy. Jak Joanna d’Arc! Być może ocali Francję, a następnie zostanie czarownicą. Chyba, że jest mężczyzną…

Drugi wiersz jest zajebiście długi co świadczy
a) o elokwencji autora
b) o jego nieznajomości dzisiejszego, internetowego, potencjalnego czytelnika, któremu się nie chce tego czytać xD

Amen.

- interpretacja nr 2:

Swój wywód zacznę od tego, że pogwałcę teraz wszystkie zasady jakie mi wpajano na studiach. Mianowicie, utożsamię twórczość autro z podmiotem lirycznym, ponieważ jest to bardzo specyficzny przypadek, gdzie mam do tego całkowite prawo (no chyba, że się mylę :D )

No.1

Wiersz jest przepojony tajemniczością. Jest cicho, tak cicho, że człowiek potrafi usłyszeć własne myśli. Czytelnikowi stawia się pytanie, na które nie może otrzymać odpowiedzi, sytuacja liryczna prawdopodobnie rozgrywa się w nocy, autor (!) słyszy czyjeś kroki, choć jest samotny (czyzby jakieś urojenia? xD), możliwe, że czeka na kogoś, tęskni za kimś, chce by ktoś go odwiedził, ktoś kogo długo nie widział. możnaby sie tutaj pokusić o stwierdzenie, że mimo tego oczekiwania, tej niepewności jaka się unosi w powietrzu, podmiot ma świadomość, że nikt się już nie pojawi.
Wiersz jest krótki, ale bardzo błyskotliwy. Minimum słow, maksimum treści, ponadto całość zakończona jest ciekawą puentą, która stanowi jednocześnie quasi pytanie retoryczne (:PPP)

O środkach retorycznych pisała nie będę :D

To tak w skrócie, co z niego wyłapałam.

No.2

- stylizacja biblijna
- przypomina akt stworzenia świata
- Bóg chce zbawić swoje dzieci od złych czeluści
- czuć grozę
- potęgowanie napięcia
- rymy
- przerzutnia
- fragmentaryczność

Stylistycznie rozgrzebywać nie będę :]

w ogóle ten wiersz przypomina mi twórczość Norwida tudzież Miłosza, których nigdy nie lubiłam i nie rozumiałam, więc z mojej strony tyle, o!

Trochę to długie. Można było pominąć, bo i niezbyt ciekawe. … xD

Wracając do tematu, postanowiłam przyznać nagrody w dwóch kategoriach:
- najmniej profesjonalny
- najbardziej profesjonalny

Nie trudno chyba jest się domyślić jak nagrody zostały przydzielone (zaznaczam przy tym, że nikt nie otrzymał obu), więc sobie myślcie…

Opublikowany w: on 21 czerwiec 2008 at 8:12 przed południem Komentarze (4)
Tags: ,

“Uda są dwa…

…albo się uda albo nie.” Tym razem to z prawej.
______________________________________________________
Przybyła niespodziewanie. Choć można było się jej spodziewać.
Przybyła samotnie, choć przywlekli ją ludzie.
Przybyła … no w każdym razie przybyła.

Porażka.

Innymi słowy przegrana, pogrom*… Ale inne słowa są właściwie niepotrzebne. Dziś przegrałam. W meczu. W karnych.** Każda przegrana boli. Każda inaczej. I podobno każda jest tak naprawdę potrzeba. Podobno, bo w sytuacji swojej własnej porażki mówię tak sobie, tylko po to aby się pocieszyć. Mówię też, że gdyby była to przegrana w meczu, a nie w karnych byłoby zupełnie inaczej. Oczywiście kłamię. Byłoby tak samo, tylko wtedy mówiłabym sobie, że ileś tam razy lepsza byłaby porażka w karnych, bo nie świadczyłaby ona o niższości mojej drużyny, lecz jedynie o naszym pechu.
Tylko po co tyle gadać? - zapyta dociekliwy, przebiegły, aktywny i w ogóle wspaniały Czytelnik. Po czym ten sam (dociekliwy, przebiegły, aktywny i w ogóle wspaniały) Czytelnik zaproponuje żeby się Autor uczył na błędach i walczył zamiast biadolić i wymyślać głupstwa. I zapewne będzie miał rację.
Tak więc: KONIEC.

_____________________________________________________
* Mało tych innych słów, ale co poradzić, jak więcej nie znam… xD
** A tym że w szkolnych rozgrywkach Staszyca to już sie szanowana Autorka nie pochwali? Czyżby nie brzmiało godnie? … [przyp. komentarza mojej chorej części mózgu]

Opublikowany w: on 19 czerwiec 2008 at 1:36 pm Komentarze (2)
Tags: ,

Dwie wiadomości. Tradycyjnie, jedna dobra druga zła. I pospolicie zacznę od tej złej.
Mecz Polska vs Austria zakończył się remisem. Teoretycznie. Bo tak naprawdę mecz można podsumować tak: Polska : Austria 1:0 + Polska : sędzia 0:1 = Polska : (Austria + sędzie) 1:1.
Każdy kto mecz oglądał wie jak, co i dlaczego. Kto nie oglądał ten i tak nie zrozumie.
A na cześć pana sędziego, który to zapewnił Austrii remis:
cała prawda...

Gdybym miała coś na temat tego pana dodać, to byłyby to głównie słowa na ‘k’, ‘ch’, ‘p’, ’s’, itd., więc aby nie obniżać tutejszego poziomu daruję sobie. ;]

A teraz wiadomość dobra: Irlandia zagłosowała na NIE w referendum w sprawie traktatu reformującego WE (UE) i towarzysze europejczycy mają problem !!! :D

Opublikowany w: on 13 czerwiec 2008 at 6:06 pm Komentarze (0)

Ale o co chodzi? :D

- O! znowu głowę myłaś… Nie masz co robić, tylko wodę marnować?
Właśnie opuściłam łaźnię i tak powitał mnie mój Wielki i Czcigodny Pan Ojciec.
- No..
Starałam się, aby moja odpowiedź zabrzmiała poważnie i głęboko. Taka zresztą była: poważna i głęboka. Zresztą, kiedy za każdym razem wychodząc z łaźni po umyciu włosów słyszy się te same słowa, to przerost formy nad treścią odpowiedzi wydaje się niedorzeczny.
- A trawa skoszona? W piecu napalone? - nawet nie zwrócił uwagi na moją głębię…
Tata widocznie usilnie dążył do jakiegoś wniosku, który miałby dać mi do myślenia. Tak przynajmniej pomyślałam, a pierwszym z wniosków, który przyszedł mi do głowy było “ja_tak_ciężko_haruję_a_ty _mi_nawet_szklanki_herbaty_nie_podasz”. Cóż było robić? Zaproponowałam herbatę.
- Hehe - szyderczy śmiech w ustach Ojca pojawia się rzadko, więc ten przyjęłam ze szczerym zdziwieniem - Ty mi się tu chcesz herbatą wymigać… A ja mówię o trawie! o trawniku! Dlaczego jak na niego rano w niedzielę wyjdę i chcę się odprężyć po tygodniu ciężkiej pracy to muszę uważać, żeby mi się przypadkiem w trawę czapka nie zaplątała?!
- Bo… nieuważnie chodzisz? Tato, przecież już jest ciemno!
- Wymówki to Ty łatwo wynajdujesz. A zamiast tego powinnaś się za pracę jaką wziąć!
Gorączkowo myślałam o co Rodzicielowi może chodzić. Bo chyba nie oczekuje ode mnie, że zaraz tu wyjdę i będę trawę kosić (było już ciemno). Nie?
- Mam iść kosić tą trawę?
- Tak - aaj, drwiące do granic drwiądczości. - przeziębisz się i kto potem będzie za leki musiał płacić?
Więc to jednak nie trawnik… Rozejrzałam się wokoło. Było w miarę czysto, więc o sprzątanie też raczej nie chodziło. Nagle, do głowy wpadł mi POMYSŁ!
- Tato, zaraz się ‘Cienie PRL-u’ na Jedynce zaczynają… - zachęcająca mina typu oczy-wraz-z-głową-do-góry-a-brwi-też - Mogę obejrzeć?
Zbytnia ofensywa w przypadku mojego Taty nie popłaca. Za to tanie sztuczki w stylu tej, owszem.
- Tak? No dobra to możemy obejrzeć…
I zdawało mi sie jak mamrocze “a więc to o to jej chodziło.. mogła jaśniej”

___________________________________________________________
Ojojojoj, Niemcy przegrały z Chorwacją (1:2)! Szkoda bo to dla nas niekorzystne…

___________________________________________________________
Auto-komentarze (w tym wpisie nie było takiego żadnego… (już jest!)) zapisywane w nawiasach są wynikiem rozdwojenia jaźni / osobowości autor a/ów. Autor (a nie autorzy?) mógłby z tym walczyć, ale doszedł do wniosku (sam doszedł?), że mogą one śmieszyć Czytelnika (lizus, lizus…) i pozostał bierny. (A nie prościej napisać: “jestem chora umysłowo i to się raczej nie zmieni” ???).

Opublikowany w: on 12 czerwiec 2008 at 7:32 pm Komentarze (2)
Tags: , , , ,

Nasz klient nasz pan. ;)

Justyna Said:

ja teraz czekam na komentarz wczorajszego [niedzielnego] meczu…

Mówisz i masz :D :

Mi mecz się podobał. Polacy, wiadomo że słabsi od Niemców, chwilami nawet przeważali (co z tego że krótkimi chwilami…). Wydaje mi się, że zagrali dobre spotkanie. Oczywiście, szkoda że przegrali. Szkoda że nic nie strzelili… Chociaż tak naprawdę, to właśnie Polak był jedynym strzelcem tego meczu. Piękne bramki, nie ma co… :)
Nie chcę tu pisać o Podolskim. Po pierwsze, nie rozumiem tej ogromnej nagonki na tego chłopaka. Po drugie, jeśli już gra dla Niemiec, to nie bardzo wiem czego można od niego oczekiwać. Że w meczu z Polakami nagle zacznie strzelać do własnej (niemieckie) bramki? Albo że będzie zatrzymywał akcje swojego zespołu? Przecież to byłoby chore. Tak naprawdę (z tego co wiem) możemy mieć pretensje jedynie do PZPN-u, który Podolskiego nie chciał.
I życzę Podolskiemu jak największej ilości bramek w tym turnieju i mam nadzieję że spotka polską reprezentacje ponownie w finale :D

O! miałam o nim nie pisać, a napisałam …

Opublikowany w: on 10 czerwiec 2008 at 4:49 pm Komentarze (3)
Tags: ,