Ale urwała!

Pewne sytuacje w życiu zmuszają człowieka do zastanowienia się nad sensem swojej egzystencji. Niekiedy, zaskakują nasz czyjeś słowa, innym razem zdarzenie niezależne od człowieka (np. kaszlący wulkan) zmusza nas do przemyśleń. I można by tak biadolić i ględzić, długo i namiętnie i, po 3 godzinnym wykładzie, dojść do wniosku, że wiem, że nic nie wiem (co już zresztą wiem). Niby nic, a jednak wspaniała okazja do pochwalenia się swoją elokwencją… Ja jednak chwalić się nie będem, bo nie muszem – od razu przejdę do rzeczy.

Pierwszy dzień moich osobistych Wakacji – 21 maja 2010 r. Pogoda wymarzona, nie za gorąco, nie za zimno, sucho. W to mi graj!* i
siuuuup
.
.
bum!

na rower!

(Nie jadę sama, a więc) jedziemy prosto, nie bardzo wiedząc gdzie, ale za to z pełnym zaufaniem do naszej orientacji w terenie i umiejętności odczytywania położenia z gwiazd (było o wiele za wcześnie na gwaiazdy, co nie czyniło nam specjalnej różnicy). Jedziemy, mijamy kolejne Wioski i Wiochy, przy których Milanówek naprawdę sprawia wrażenie metropolii, jedziemy dalej, i jedziemy, o drzewo, jedziemy, pole, dom, krowa, jedziemy, TYYYYYYYYYYYYYYY! Patrz! KOOOOOZAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!

STOP.

Nie można przejechać, gdy na pierwszej wycieczce rowerowej, tuż po zakończeniu Matury widzi się KOZĘ**. Uwieczniamy ją: pstryk!, pstryk!. Koza wyglądała na lekko zaskoczoną – nic dziwnego zważywszy, że prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu uczestniczyła w sesji fotograficznej. Koza zabeczała, któraś z nas sie odwróciła i KOZA! Druga. A co więcej, Koza Na Wolności. Czyż nie symboliczne? Koza była wolna bo wyrwała z ziemi metalowy szpikulec na którym była przyczepiona. Chęć jak najdłuższego przebywania z kozą popchnęła nas do Dobrego Uczynku. Dobry Uczynek polegał na odnalezieniu Pana Gospodarza i uświadomienia go, że mu się koza urwała.
- Koza sie Panu urwała! – to Ja, w tym momencie nie czułam jeszcze, że mogłabym to ująć nieco inaczej…

- O! Dziękuję! – nie dość, że nadal nie widzę w swoich słowach nic głupiego, to dodatkowo czuję się dumna, POMOGŁAM! – Babcia, koza ci się urwała!

Słowa Pana Gospodarza wydały mi się śmieszne. Hahaha, jak on to nieporadnie ujął… koza ci się urwała łahaha. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że to ja jestem autorką tego nieprzeciętnego sformułowania, i, co tu dużo mówić, znów poczułam się dumna.

A urwana koza stała się dla mnie symbolem wolności. (Faktem jest, że zaraz jej tę wolność odebrano, i to z moją pomocą, ale to dla jej własnego dobra, prawda?)

*Tak jest, czasem w myślach posługuję się takim ARCHAICZNYM językiem…
**Niezorientowanych odsyłam kilka notek wstecz.

Published in: on 28 Maj 2010 at 5:22 pm  Komentarze (3)  
Tags: , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.