Ał.

Usiadłam na łóżku w pokoju, jedynej miękkiej oazie spokoju w domu* i rozpoczęłam dysputę z jedyną inteligentną i dojrzałą osobą**, która była w pobliżu.

- Nie jesteś głodna – tak jej mówię. (Mój brzuch to Ona, a do tego jest osobą.). (Druga kropka – ta po nawiasie – jest poprawna, pierwsza jest sensowna.) (Jedna poprawna wystarczy na co najmniej trzy sensowne.) :)
- Taaaaak***?? A skąd możesz wiedzieć czy JA jestem głodna? Czy my mamy ze sobą cokolwiek wspólnego?! Kim ty w ogóle jesteś?!
Chociaż wszystko zostało wykrzyknięte z przerażającą pewnością siebie, przez którą przedzierał się jakiś taki… głód?, ja nie poddałam się (od czego w końcu ma się Silną Wolę) i przedstawiając racjonalne argumenty wytłumaczyłam B., że to głownie w jej interesie leży ograniczenie spożywanych w ciągu dnia posiłków do liczby policzalnej.
- To nie chodzi o to żeby być głodnym, po prostu jak się trochę zahartujesz to nie będziesz czuła chęci jedzenia, co w gruncie rzeczy wydaje mi się wygodne.
(Pamiętajcie o tym, że to JA, nie ona czuję smaki potraw, a więc Jej chodzi jedynie o zaspokojenie głodu. Ja oczywiście mam potrzeby wyższe – jem, bo lubię.)
- A wiesz, że jak będziesz mniej trawiła, to będziesz miała więcej czasu dla siebie? – kontynuowałam – Będziesz mogła o siebie zadbać, rozwinąć się****, oczyścić… Zobaczysz, od razu poczujesz się lepiej!
Entuzjazm tryskał ze mnie jak olej z nagrzanej do smażenia kotletów schabowych patelni. Chyba zapalił B.
- Chyba mnie przekonałaś, jak dziś nie strawię kolacji, to może do rana zdążę się trochę zmniejszyć…
- No widzisz! – zachwyciłam się swoim sukcesem, zachwyciłam się sobą i przyszłością. Nie zauważyłam tylko jak Silna Wola gdzieś wyszła.
- Agaaaa! Chcesz tort skończyć? Bo została resztka. – Mama jest kochana, a Mamie się przecież nie odmawia, prawda?
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! – zdążyłam wykrzyknąć, zanim chyżo***** opuściłam i pokój i zdezorientowany Brzuch na łóżku.

A zdezorientowane i opuszczone brzuchy mają to do siebie, że lubią boleć.

____________

* W domu jest jeszcze jedna oaza spokoju, ale nie jest miękka i po dłuższym użytkowaniu owej zostają na pupie czerwone pręgi…

** W pobliżu była również Ania, (moja siostra lat 7,) która jest dojrzała, Mama, która jako fizyk jest inteligentna z definicji oraz Marysia (druga siostra, lat 15 (skończone wczoraj :) )), która może w przyszłości dojrzeje. Taty nie było. Gdyby był napisałbym, że BYŁ.

*** Nie, to w żadnym wypadku nie był głos wygłodniałej matematyczki. I już na pewno nie ze Staszica.

**** No może nie w sensie dosłownym…

***** Chyżo niczym sarna, zając, antylopa… Bardzo lubię słowo chyżo.

Opublikowane w:  on 5 październik 2009 at 4:14 pm Komentarze (4)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://apiliszek.wordpress.com/2009/10/05/al/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

4 komentarzy Leave a comment.

  1. o lol :)

  2. Ahhh.. ten samorozwój!

    PS. ja rozmawiam z moim Lenistwem, które mimo, że jest rodzaju nijakiego, ma charakter typowo kobiecy i zawsze się słodko rano uśmiecha z łóżeczka (tak jak dzisiaj).

    Bleh xD

  3. Agnieszka, ja to tłumaczę sobie tak:

    “Ani nie pale, ani nie pije, to chociaż zjem sobie coś dobrego xD”

  4. Uwielbiam się odchudzać. Odkrywam wtedy nową przyjemność z jedzenia, bo jakoś ochota zawsze dwa razy większa :) A Takiej Ochocie się nie odmawia. ;D


Leave a Comment