Do wszystkich których lubię!*

Trzy-czte-ry!:


Wesołych Świąt!!!

i szczęścia w życiu.

Przeglądałam dziś w internecie kartki świąteczne i stwierdziłam że nie mam tam ani jednej, która by mi się podobała. I nie chodzi o to że jestem jakaś szczególnie wymagająca, one były poprostu brzydkie [byrzydal xD]. Więc… UWAGA! Więc narysowałam własną, która miała być ładna. Nie jest. Ale przynajmniej jest własna. :D

Ten mikołaj wcale nie jest dziwny...

Ten mikołaj wcale nie jest dziwny...

Ta kartka to lekka zmyłka albo nawet mistyfikacja jeśli chodzi o moje prawdziwe odczucia: byłabym przeszczęśliwa gdyby był na niej tradycyjny żłóbek z Jezusem, albo chociaż ludzie łamiący się opłatkiem. Wtedy byłoby poważnie i nastrojowo. Niestety moje znikome zdolności artystyczne (a może to mój instynkt nie pozwolił na nic poważnego i nastrojowego, a teraz zasłania się rzekomym brakiem talentu… Brzmi nieźle, może być!) nie pozwoliły mi na zrealizowanie tego zacnego planu. Tak czy inaczej mi się podoba :D

* A raczej lubię. W tym momencie nie jestem w stanie przywołać na powierzchnie mego nadzwyczaj porolowanego mózgu nawet dwóch osób ktorych nie lubie (jedną owszem). Ale jeśli nadal masz wątpliwości to spytaj. :)

Opublikowane w: on 24 grudzień 2008 at 1:28 pm Komentarze (12)
Tags: , , , , ,

Ugaszanie palącej potrzeby*

Jeśli chodzi o miejsca to najczęściej śnią mi się kible**. Obskurne, publiczne, najczęściej w białej terakocie i glazurze, co sprawia że strużki płynącego moczu stają się bardziej niż wyraźne. Zawsze są też pełne ludzi. Obu płci. Od dziecka mi się śnią.

Nawet nie wyobrażacie sobie ile różnych snów może skończyć się w toalecie! I jak różne te toalety mogą być (mimo że wszystkie będą posiadały wszelkie cechy oskurności).

Właśnie wstałam (jest 11:24 :D ). Obudziłam się z lekką ulgą. Napisałam z lekką? Pomyliłam się. Obudziałam się z olbrzymią ulgą! Sen zapowiadał się dobrze: jakaś rodzinna wizyta u babci, nie wiem dokładnie o co chodziło ale było miło. Akcja się rozwija, ja się cieszę. W pewnym momencie poczułam nieprzemożoną potrzebę (chęć to za dużo powiedziane) pójścia do łazienki. W celu podstawowymi domyślnym. Poszłam i…. Okazało się, że moja babcia ma w swoim domu publiczną toaletę, z białą glazurą i terakotą po której płyną sobie żółtozłote strumyczki, z ośmioma kiblami bez żadnych zasłonek i z tłumem ludzi w środku. Ludzi, których nigdy nie widziałam i nie znam. Więcej ich było w tej toalecie niż w całym domu. A fu!
(Dla zainteresowanych: obudziałam się już PO załatwieniu potrzeby, więc nie skończyło się na samym oglądaniu tego … postanowiłam że będzie bez wulgaryzmów więc napisze tylko czegoś.)

Ja naprawdę nie mam pojęcia skąd się takie sny biorą. Czy to jakaś moja ukryta kiblofobia czy inna moczofobia ujawnia się podczas snu? Czy wręcz przeciwnie, to najgłębsze pragnienia, których nie jestem nawet świadoma dają o sobie znać? Druga propozycja jest głupia. Ale dzięki temu ze jest możemy przynajmniej wybrać tą pierwszą, która też jest głupia. A jeśli oba możliwe wyjścia są głupie to oznaczać t moze tylko jedno… Problem badawczy jest głupi! (Czego nie da się ukryć.)

I tym optymistycznym, świątecznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis i pójdę do łazienki, bo czuję palącą potrzebę :D .

*Głupszego tytułu nie było…
**A jeśli chodzi o inne rzeczy to nie.

Opublikowane w: on 22 grudzień 2008 at 11:40 am Komentarze (2)
Tags: , , , , , , , , , , , ,

boli mnie głowa.

Robię łańcuch. Taki na choinkę, z kółeczek. Wycinam paski, potem sklejam i dołączam kolejne. Super zabawa.

Kolorów mam 8. Zielony, niebieski, czerwony, pomarańczowy, żółty, fioletowy, jasnozielony i jasnoniebieski. (Był jeszcze czarny, ale go odrzuciłam bo był czarny.) Nawet sobie nie wyobrażacie na ile sposobów można je wszystkie połączyć! Bez powtórzeń. (Może niektórzy z was już policzyli. W sumie nie wiem kto to czyta :D ). Ja w każdym razie nie wiem ile jest takich kombinacji, ale Ania_Moja_Mała_Siostra twierdzi że duuużo. Słuchajcie Ani, Ania jest mądra. :)

W zasadzie od soboty nie robiłam nic bardziej ambitnego od łączenie paskówk kolorowego papieru za pomocą kleju (za pomocą śliny byłoby ambitnie), a i to tylko ze względu na wzgląd –> nudzi mi się. A co ze szkołą? -spytacie. Otóż, jestem chora i szkoła odpłyneła na dalszy plan mojego życia (z przedostatniego planu na ostatni), a sprawą pierwszorzędną stało się zdrowie. Co oznaczy tyle, że wałęsam się po domu, pokładając się na każdy mijanym łóżku, a w drodze od jednego do drugiego jęczę i smarkam.
I nudzi mi się. Nawet czytać za bardzo nie mogę bo skupienie wzroku na tych malutkch litereczkach na dłużej niż 10 sekund jest dla mnie tak trudne jak zrobienie zadania 12.29 w Kruczku :D (przepraszam za nieco tendencyjne porównanie…).

Myślę, że ten tekst jest długi. Nie chce mi się go czytać, więc pewnie są tam w nim jakieś błędy, ale przeżyjecie. Dobranoc.

Opublikowane w: on 17 grudzień 2008 at 4:03 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

Stary człowiek i morże

Dziś będzie poważnie.
Przepraszam.
(Jedyną zaletą może być to że postaram się mówić, krótko zwięźle i na temat*)

Myślę: starzy ludzie.
Widzę pana po siedemdziesiątce, który wraz ze mną wysiada z tramwaju. Wlecze się, a ja tak bardzo się śpieszę. K****! Nie ma co robić, tylko mi tu musi szklaki komunikacyjne blokować! Argh! Moje wnętrze gotuje się a jego płynne składniki bulgocą. Jednak moja starannie wymodelowana twarz zachowuje wyraz uprzejmego zdziwienia. Twarz uniwersalna.

Siedzę w pociągu. Tak jest, siedzę! Pociąg zatrzymuje się na kolejnej stacji, wsiadają ludzie. Rusza. Popełniam błąd i podnoszę głowę znad książki, po to tylko, aby zobaczyć babulinkę z ciężką siatą, która z trudem utrzymuje równowagę na stabilnym gruncie, a co dopiero w trzęsącym się wagonie kolejowym. Żal mi jej. Żal mi? Nie. Po co to babsko tu wsiadało? Nie ma lepszych zajęć tylko podróżowanie zatłoczonym pociągiem w godzinach szczytu?! I jeszcze będzie mi tu robić dziwne miny, żeby obudzić we mnie współczucie. Bezczelność. Ale ja się nie dam. Nie okaże też złości, to mogłoby zostać uznane za niekulturalne. Przybieram pozę uprzejmego zdziwienie. Ale o co chodzi? – mówi moja twarz uniwersalna.

Miało być krótko. Więc już mówię o co mi chodzi.

Po co nam starzy ludzie? Oczywistym jest, że nie umiem w pełni określi ‘misji’ Starszyzny. Nie umiem. Równie oczywiste jest to, że spróbuję go określić.
Jeszcze dzisiaj rano byłam błędnie przekonana o tym, iż starzy ludzie są nam potrzebni, bo możemy się nauczyć bezinteresowności, możemy się dla kogoś poświecić. Teraz myślę, że się myliłam. To nie ja poświęcam się dla starszej pani ustępując jej miejsca w tramwaju. To ona poświęca się dla mnie, dając mi możliwość ustąpienia jej. Przecież nikt z nas chyba nie myśli, że bycie starym jest przyjemne. Owszem, może, a nawet powinno, w pewnych aspektach być, co nie zmienia faktu, iż od strony cielesnej jest ono niemiłe. Chcę podnieść rękę, a ona odmawia mi posłuszeństwa. Można mieć tego dość. To zrozumiałe. Ale może jednak warto poświecić się dla tego jednego młodego człowieka, pomęczyć się jeszcze trochę, aby mógł w fizycznym wraku człowieka, którym będę za lat 150, odkryć to czego nie odkryje w żadnym innym. Tam nie będzie złudzeń ciał.

_________________
* Jako że mi dziś Pani Profesor Halinka obcinając punkty za styl, zapis**, kompozycję i wszystko inne skrzydła obcięła, to ja się ograniczę.
** No dobra, za zapis słusznie (było niewiele linijek, w których nie miałabym zaznaczonego błędu interpunkcyjnego bądź ortograficznego), ale reszta to jak rzeź na niewinnym!

Opublikowane w: on 10 grudzień 2008 at 10:51 pm Komentarze (2)