Pare dni temu śniło mi się, że wróciłam do domu i było jeszcze jasno.
Mój ostatni tydzień trwał dwa tygodnie. 12 dni z rzędu w szkole, bez weekendu. Cóż, bywa. Zaiste, dziwne jest to, że te nadprogramowe godziny spędzone w Staszyc High School napełniają mnie dumą. Warto było.
Dziś jest sobota, a ja rozpływam się w sferze nic-nierobienia. Po dłuższym_niż_zwykle okresie napiętego planu dnia, możliwość spania tak_długo_jak_dusza_zapragnie jest tak zaskakująca, że paraliżuje. I śpi się jeszcze dłużej. A potem jestem już tak rozleniwiona i zdziwiona, że wolno mi być rozleniwioną, że pragnę doświadczać tego stanu jak najdłużej. …
(A w przyszłym tygodniu czekają na mnie kolejne klasówki. Tym razem prym wiodą biologia, chemia i matematyka. )
Spadł śnieg. Gdyby było go na tyle dużo, aby dało się z niego cokolwiek ulepić to ulepiłabym to. Tak jest, cokolwiek!
Spadł śnieg. Idą Święta. Zaraz na swych saniach przyjedzie Mikołaj i sposobem, który tylko on zna wrzuci pod choinkę prezenty, tak że dzieci pomyślą, że to rodzice, rodzice, że dziadkowie, a dziadkowie… A dziadkowie żyją dłużej i wiedzą więcej.
(Święta dopiero za miesiąc, a jako że zbliża się koniec semestru to miesiąc ten wcale nie będzie przepełniony chrześcijańską miłością do bliźniego. Oj niee… Aja jaja jaj…!)
***
Kończę! Idę na dwór pobiegać w śniegu, którego już prawie nie ma!