To było… niedawno.
To było… niedaleko.
To było… grunt że było.
***
Jak zwykle stałem na peronie i czekałem na pociąg. Nic ciekawego. Kto wie, to wie, a kto nie wie to niech wierzy na słowo. Pociąg powinien był już przyjechać, ale, co nie jest niczym niezwykłym, jakoś nie przyjeżdżał. (Może nikt mu nie powiedział, o której ma być. Nie wiem.) Mimo wczesnej wiosny słońce paliło niemiłosiernie. Czułem się okropnie: sterczenie w upale, którego celem jest wciśnięcie się do pociągu, a następnie spędzenie w nim ok. 40 minut, podczas których moim głównym zajęciem będzie przypuszczalnie wyszukiwanie resztek tlenu w powietrzu i wolnych przestrzeni na podłodze nie jest czymś, co sprawia, że człowiek czuje nagłą chęć do życia. Tak więc czekałem, i czekałem, i… czekałem? a poza tym chodziłem od ławki do krawędzi peronu i odwracałem głowę w kierunku, z którego spodziewałem się, że nadjedzie pociąg. Odwracałem głowę, bo tak naprawdę nawet nie patrzyłem. A może patrzyłem tylko nie widziałem… W każdym razie intensywnie myślałem. Nad czym? Heh… zastanawiałem się ile jeszcze razy muszę pokonać trasę z-ławki-do-krawędzi, aby na ziemi utworzyło się jakieś wgłębienie, ślad, cokolwiek.
Podeszła do mnie starsza kobieta.
- Przepraszam, o której odjeżdża najbliższy pociąg do Warszawy? – spytała.
Pytanie niewątpliwie było skierowane do mnie. Wiedziałem o tym. Jednak zanim dotarła do mnie jego treść i nim mój mózg zdążył je zanalizować kobieta prychnęła pogardliwie mrucząc przy tym, coś co brzmiało: “yhy, ta dzisiejsza młodzież… prych” i odeszła. Normalnie nie jestem takim mułem. To przez słońce mój umysł tępieje.
Kontynuowałem spacer. Ławka, krawędź, ławka, krawędź, ławka, krawędź… Tym razem postanowiłem skupić się i naprawdę ZOBACZYĆ, czy coś nie jedzie. Wytężyłem wzrok i w oddali ujrzałem jakieś światełka. Ucieszyłem się, a chcąc upewnić się, że to nadjeżdża właśnie to na co czekam, wychyliłem się jeszcze bardziej. I w tym momencie temperatura mojej głowy osiągnęła stan krytyczny. Białko się ścięło, a ja straciłem równowagę i świadomość.
W następnej chwili…
A byłą jakaś następna chwila?
______________________________
Znalazłam dziś taki stary tekst. Przeczytałam i stwierdziłam, że nawet nie najgorsze. Moje pytanie: warto kontynuować?