…albo się uda albo nie.” Tym razem to z prawej.
______________________________________________________
Przybyła niespodziewanie. Choć można było się jej spodziewać.
Przybyła samotnie, choć przywlekli ją ludzie.
Przybyła … no w każdym razie przybyła.
Porażka.
Innymi słowy przegrana, pogrom*… Ale inne słowa są właściwie niepotrzebne. Dziś przegrałam. W meczu. W karnych.** Każda przegrana boli. Każda inaczej. I podobno każda jest tak naprawdę potrzeba. Podobno, bo w sytuacji swojej własnej porażki mówię tak sobie, tylko po to aby się pocieszyć. Mówię też, że gdyby była to przegrana w meczu, a nie w karnych byłoby zupełnie inaczej. Oczywiście kłamię. Byłoby tak samo, tylko wtedy mówiłabym sobie, że ileś tam razy lepsza byłaby porażka w karnych, bo nie świadczyłaby ona o niższości mojej drużyny, lecz jedynie o naszym pechu.
Tylko po co tyle gadać? – zapyta dociekliwy, przebiegły, aktywny i w ogóle wspaniały Czytelnik. Po czym ten sam (dociekliwy, przebiegły, aktywny i w ogóle wspaniały) Czytelnik zaproponuje żeby się Autor uczył na błędach i walczył zamiast biadolić i wymyślać głupstwa. I zapewne będzie miał rację.
Tak więc: KONIEC.
_____________________________________________________
* Mało tych innych słów, ale co poradzić, jak więcej nie znam… xD
** A tym że w szkolnych rozgrywkach Staszyca to już sie szanowana Autorka nie pochwali? Czyżby nie brzmiało godnie? … [przyp. komentarza mojej chorej części mózgu]