Czuję się wybitnie podniecona. I właściwie nie wiem dlaczego. Tzn. wiem, ale jeśli miałabym podać jeden konkretny powód odpowiadający za ten stan to miałabym problem. Ale jeśli nie wymagacie jednego i konkretnego powodu to sprawa wygląda zgoła inaczej. Otóż wydarzenia. (Taaa… ale wymyśliłam… xD).
Pan Terry Pratchett kiedyś napisał, że wydarzenia to tchórze – zbierają się i atakują zbiorowo. Dziś, po raz kolejny, jestem zmuszona przyznać mu rację. Nie będę wymieniać wszystkiego co ma mnie spotkać w najbliższych dniach, dlatego że ponieważ (innymi słowy: bo nie). Chciałabym jednak radośnie wykrzyknąć, iż dnia 31 maja Roku Pańskiego 2008 idę na spotkanie z Panem Wojtkiem Cejrowskim. O! I z tego też powodu jestem bardzo rada. Ale żeby nie było tak pięknie i różowo (nie mam pojęcia co ma piękne do różowego i na odwrót, ale tak mówią LUDZIE) to tegoż samego dnia mam dodatkowe kilka godzin angielskiego (dwie do trzech” – powiedziała Pani, więc spodziewam się, że spędzę pół dnia słuchając jakiś kretyńskich lyseningów ;]).
Przyszły tydzień będzie jeszcze ciekawszy: klasówki, testy, zadanka, FCE … Taaak. I co? Powinnam się uczyć, nieprawda-ż? Tylko, że ja jak zwykle naukę zaczynam od zrelaksowania się, a potem… zazwyczaj znowu się relaksuje, a podręczniki szkole są skutecznie wypierane przez komiksy. Skutki? Jestem NAPRAWDĘ zrelaksowana. ;]
____________________________________________________________
Co po niektórzy inteligentniejsi i bardziej aktywni czytacze zastanawiają się pewnie co ma tytuł do treści wpisu. Odpowiadam: nic. Albo prawie nic – z treścią postu może go jedynie łączyć wspomniany Pan WC, który to jest autorem słów tytułu.
Dziękuje za uwagę.