Jestem pilotem!

Jakiś czas temu kupiłam sobie samolot. Nie pasażerski, nie metalowy, nie duży i nie drogi (tu NIE ma błędów…). Wręcz przeciwnie: zrobiony z pianki, malutki i tani (1,50 zł). Wypatrzyłam go w sklepie z zabawkami i… musiałam mieć! Przez chwilę poczułam się jak dziecko, bo takie samoloty pamiętam z czasów, kiedy miałam nie więcej niż 9 lat. Może jakieś radosne, podświadome wspomnienie sprawiło, że tak gwałtowanie zareagowałam na jego widok. A może nie. Możliwe, że to właśnie brak spełnienia z dzieciństwa przyczynił się do mojego stanu. Nie wiem. Ciężko jest mi to oceniać, bo… bo tak. Tak jest i koniec. (Wydaje mi się, że niekiedy uzasadnienie jest niepotrzebne.)
Samolotem bawię się praktycznie codziennie od tygodnia. Rzucam samolot… a on leci! Powycinałam wspaniałe stery i naprawdę działają! Kiedy lotki na ogonie zegnę w dół, samolot nie chce lecieć do góry, tylko do dołu! A gdy prawą lotkę zegnę, a lewej nie, samolot skręca! Poza tym cały pokryty jest pięknymi malunkami (moja mama powiedziała, że są zwykłe… Ja jej dam zwykłe!).
Wybiegam na podwórko, samolot wyrzucony pod wiatr zmaga się z tym tyranem. Już, już miał wygrać bitwę, ale został zniszczony i spada. Łapię go i ponownie pobudzam do lotu. Tym razem zostaje uniesiony przez jakiś nieprzewidziany prąd powietrzny. Przez dłuższą chwilę szybuje w powietrzu, i choć tak upojne są te chwile to przerywa je nagłe lądowanie. Nie tylko nagłe. Również nieudane. Zdecydowanie. Samolot uderza dziobem w ziemię. Ehhh… Potrzebna naprawa! - krzyczy pilot do mechanika w mojej wyobraźni. Ten zbiera ekipę, oglądają razem maszynę. Po chwili pełnej napięcia słyszę orzeczenie: “Nic poważnego. Tylko śmigło trzeba podregulować”. Regulacja przebiega pomyślnie i znów śmigam w przestworzach…

Na początku tego roku stwierdziłam, że dorosłam (w końcu liceum i te sprawy). W ramach dorastania wróciłam do czytania Kaczora Donalda. Tym razem jednak, wypożyczam MegaGiganty i Giganty z biblioteki publicznej (co wskazuje na moją dojrzałość ekonomiczną).
Myślę, że dorosłość nie oznacza braku dziecinności. Myślę, że dorosłość to umiejętność ponownego odkrycia w sobie dziecka. Tak myślę… Nic więcej.

Opublikowany w: on 8 maj 2008 at 6:59 pm
Tags: , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/08/jestem-pilotem/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Liczba komentarzy: 5 Leave a comment.

  1. On 9 maj 2008 at 3:03 pm Justyna Said:

    … hm… ;D

  2. On 10 maj 2008 at 12:42 pm Martika Said:

    Dorosłym jest się wtedy, gdy zaczyna się zauważać jak bardzo jest się dziecinnym.

    Ładnie powiedziałam :P

  3. On 10 maj 2008 at 12:53 pm apiliszek Said:

    ładnie. Bardzo, lepiej to ujełaś ode mnie ale o to mi chodziło ;)

  4. On 10 maj 2008 at 9:41 pm Martika Said:

    czuję się doceniona :D

  5. On 11 maj 2008 at 11:09 przed południem lemur Said:

    niektórzy uważają, że dziecinność jast zła.

    niech spadają na drzewo i tak są zawsze o jeden głupsi :P

Leave a Comment