To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/
Zapraszam do czytania. ![]()
_________________________________________________________
- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. Dobrze?
- Nie. Powinno być lubię cię.
- Lu-bie cje.
- Bardzo ładnie.
- Ale ja tego nie powtarzam. Ja to mówię. Naprawdę.
- …
- Iestes piejkna. Ije-steśś pieenka.
- Uhm. Dobrze.
- Jesteś piękna.
- Tak, zrozumiałam.
- Powiedziałem to naprawdę. Powinnaś powiedzieć: dziękuję.
- Co? A tak, jasne: dziękuję.
Tym razem zamiast powrócić do książki, wykazałam się wielką inwencją i spojrzałam na komórkę, którą od dłuższego czasu bawił się mój rozmówca (żaden szpan…^^). I to okazał się w dużej części trafiony wybór, bo na tapecie miał Cristiano Ronaldo (na wygaszaczu, jak się później okazało, również). Murzyn musiał zauważyć moje spojrzenie bo spytał:
- Lubisz piłkę nożną?
- Ta-ak.
- A wiesz gdzie gra Cristiano Ronaldo? – chciał sprawdzić moją wiedzę? Idiota! Każdy wie gdzie gra Ronaldo…
- Ta. W Manchesterze.
- Wiesz… ja też jestem piłkarzem.
- O! – cóż, football ma swoją siłę.
- Gram w drugiej drużynie ŁKS-u.
- Wow.
- To jest w trzeciej lidze – i pokazał na palcach żeby nie było wątpliwości.
- Wow… – coraz mniej entuzjastyczne.
- Wczoraj graliśmy z … – nie zrozumiałam – ale niestety przegraliśmy. 1:2.
- Uuu-hm – to było stare, poczciwe ‘uhm’ tylko w wersji smutnej.
Przyszedł pan wózkowy. Uwielbiam panów wózkowych. Panowie wózkowi mają to do siebie, że są starsi, zazwyczaj wyglądają na ludzi z przeszłością robotniczą i mają wózki. Ale nie ładne, nowe wózeczki. To są wózki… Zabytkowe można-by rzec. Można-by, gdyby nie to, że o zabytki się dba. A wózki zadbane nie są. I charakterystyczne dla wózkowych jest to, że właściwie nie dają człowiekowi szans na kupienie czegokolwiek: wygląda to tak, że pan wózkowy przechodzi, mrucząc pod nosem “coś z wózka?”, a gdy człowiek podniesie głowę to pan wózkowy jest już daleko. Ten pan wózkowy nie był wyjątkiem. Wyjątkiem była za to starsza kobieta siedząca w pobliżu, która zaczęła go gonić. Dogoniła. I kupiła. Kawę. Tzn. plastykowy kubek kawy za 3,50 zł. Zdzierstwo!
Tymczasem Murzyn:
- Masz komputer?
- Tak.
- A internet?
- Uhm.
- Stały?
- Uhm.
- Wiesz, niestety mój komputer się popsuł.
- Uhm.
Murzyn chyba pomyślał, że nie zrozumiałam bo zaczął udawać psujący się komputer co było na tyle zabawne, że mnie rozśmieszyło. Murzyn chyba pomyślał, że… No nie wiem co pomyślał. W każdym razie powiedział:
- No niestety, bo tak to moglibyśmy na gadu-gadu pogadać albo coś.
Gdybym to ja kupiła ta kawę od wózkowego to właśnie w tej chwili kawa wylądowałaby na podłodze.
- Uhm – powiedziałam.
- Ale mam telefon.
- Uhm…
- Dasz mi swój numer?
- Masz na myśli… numer telefonu?
- Tak.
- … – intensywne myślenie.
- Jeśli nie to po prostu powiedz, że nie.
Naiwnie uwierzyłam i powiedziałam:
- No więc nie.
- Nie? Dlaczego?
(Kocham to pytanie.)
- Bo… nie mam w zwyczaju dawać telefonu ludziom z ulicy, ludziom których nie znam.
- Ale ja nie jestem człowiekiem z ulicy! Powiedziałem ci mój zawód, powiedziałem co jak mam na imię – faktycznie powiedział na początku, ale i tak nie zrozumiałam (to było coś jak Mmmubmbnb, albo jakoś podobnie)- znamy się!
- Nie. Dla mnie jesteś obcy człowiekiem.
- Bo jestem Murzynem, tak?
- Nie.
- Tak, to dlatego że jestem czarny. Boisz się mnie bo jestem czarny.
- Nie.
Murzyn zrobił smutne oczy i kontynuował:
- Tak, nie chcesz mi dać numeru bo jestem czarny…
- Nie. Dla mnie mógłbyś być nawet biały, czy… niebieski. I tak bym ci nie dała numeru.
- Tak?
- Tak.
- Nie.
Stwierdziłam, że dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Murzyn chyba też, bo zmienił tor natarcia (zwrot i wartość zapewne też zmienił).
- Więc… pewnie masz chłopaka i się go boisz. Na pewno tak jest.
Moje zwoje mózgowe zaczęły intensywnie pracować. Tak naprawdę nie mam chłopaka, ale pod wpływem chęci zakończenia konwersacji i ciekawości co zrobi mój rozmówca powiedziałam:
- Tak. Mam chłopaka.
- A więc… Dobrze.
Po niedługiej chwili ciszy, Murzyn odezwał się ponownie:
- Przeprasza, ale mój kolega woła mnie żebym z nim usiadł.
- OK – powiedziałam.
- A więc muszę iść.
- Uhm, żaden problem.
I poszedł.
_________________________________________________________
To już jest koniec historii. I powiem, że jeszcze jedna taka akcja i zostanę rasistą. A co!
bosko. zabójczy facet. dosłownie i w przenośni xD
masz wybitny talent do ciekawego opisywania tego, co Ci się przydarzyło. tekst z dentysta + murzynek – mistrzostwo
Jak dla mnie kobieto, to Ty powinnaś udzielać się chociaż w gazetce szkolnej.
Masz zajebście lekki, felietonistycznny styl. Zresztą już Ci kiedyś o tym wspominałam.
I mówi Ci to Sam-Wiesz-Kto
Powiem tak: czuję się niesamowicie doceniona. Jest mi przy tym głupio tym bardziej że:
a) nie wiem nawet czy w szkole mam gazetkę szkolną jeszcze, więc nie mogę się zobowiązać, że będe się w niej udzielać;
b) bardzo mi pochlebiacie, a ja jestem skromna z natury…
No więc pozostaje mi podziękować. I o ile podziękowanie Justynie jest, ze tak powiem proste, to podziękowanie {~a} jest dla mnie… dziwne. Bo nie wiem kim jesteś
Zawsze miło jest znać ludzi którzy komentują wpisy, a tym bardziej gdy komplementują … czekam
nie ma co byc skromnym. co do Twoich wpisów, to one są świetne i takie są fakty
… ta wszystkie Piliszki z natury są skromne :>
Homo artifex !
a może jakiś nowy post, czy cuś ?
jutro…
ja uwielbiam murzynow 514386636
mam do Ciebie zadzwonić i o tym porozmawiać? Czy dajesz ten numer tak na wszelki wypadek gdyby przeczytał to jakiś Afroamerykanin? (ależ jestem poprawna
)