Murzynek Bambo

Na początku chcę zaznaczyć, że jest to historia prawdziwa. Jest to też część mojej podróży do Łodzi. Jest to jakby nie patrzeć część mojego życia albo też podróży wiekuistej. Jak kto woli. Najważniejsze jednak że jest to cholernie śmieszne. xD

Do pociągu weszłam z siostrą. To ja miałam nim jechać, ale że do odjazdu pozostało ponad 30 minut, postanowiłyśmy jeszcze się nie żegnać. Zajęłam miejsce, na sąsiednim położyłam plecak i na stojąco wymieniałam z kuzynką ostatnie uwagi.
W czasie naszej zajmującej rozmowy wagon powoli się zapełniał – nigdy jednak nie osiągnął stanu nasycenia. Wchodzili kolejni podróżni: starsza kobieta, metal z nieszczelnymi słuchawkami, grupa Afrykańczyków z jednym białym, młoda dziewczyna w różowym płaszczu (który wyglądał jakby był z plastyku) i dwóch Murzynów. Nie zrobiło się jednak ciasno: pociąg był duży, wolnych miejsc też dużo.
Zostało ok. 10 minut do odjazdu. Justyna (wcześniej kuzynka, siostra) wyszła. Dzielnie postanowiła wyjąć książkę do biologi z godnym podziwu zamiarem uczenia się do klasówki. Nie tylko postanowiła! Nie tylko wprawiłam myśli w czyny (wyjęłam podręcznik)! Ja nawet otworzyłam biologię i zaczęłam czytać! (Tak, czasami nawet samą siebie zachwycam). Plecak pozostawiłam na pustym siedzeniu obok. Nie zdążyłam jednak zgłębić chociażby połowy strony tajników wiedzy o tkankach kostnych, gdy usłyszałam głos “Do you speak English?”. Uniosłam głowę, aby zidentyfikować mówcę, którym okazał się być jeden ‘dwóch Murzynów’.
-Yeah… – odpowiedział lekko zirytowana (ja już tu się chce uczyć, a ktoś mi bezczelni przeszkadza!), ale bardziej zaciekawiona.
- So, can I seat with you?
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co Murzynowi chodzi. Zaraz jednak użyłam mojej nadzwyczajnej inteligencji i załapałam.
-No więc… tak. – zgodziłam się. Zastanowiło mnie to pytanie, ale pomyślałam, że może przyzwyczajony do afrykańskich prerii człowiek (z zamulonego akcentu wydedukowałam że gość jest z Afryki) potrzebuje więcej przestrzeni, a tak się złożyło że miejsce moje i sąsiednie było odosobnione od pozostałych (przed nimi nie było kolejnych, więc np. można sobie było rozprostować nogi). Z taką myślą powróciłam do lektury o tkankach.
- Jak mas na imie? – Murzyn
- Agnieszka – odpowiedziałam bez większego namysłu.
- A tamta dziewczyna? To kto był?
- Moja kuzynka.
- Uhm… Mieszkasz tu, w Łódź?
- Nie.
- W Warszawie?
- Nie, koło.
- Koło?
- Tak, koło Warszawy.
- Uhm.
Krótka przerwa i moja godna pożałowania próba powrotu do biologii, polegająca na gapieniu się w tekst i czytaniu po pięć razy tego samego zdania.
- Jesteście students*?
- Tak. Nie. Ona tak, ja nie.
- Nie? To co robisz w życiu?
- Uczę się w szkole średniej…
- Ile masz lat?
Chwila namysłu z mojej strony. Możecie pomyśleć (znając mnie i moją nadzwyczajną bystrość), że zastanawiałam się czy podać swój wiek, czy to aby rozsądne, czy może lepiej podać jakiś inny wiek, etc. Ale nie! Ja intensywnie myślałam nad tym ile to ja mam lat.
- 17, tak przynajmniej sądzę.
- Oooo, jesteś taka młoda!
- ^^ – to chyba wyraziło wszystko, bo Murzyn ucichł.
Kolejne minuty poświęcona biologi. (Swoją drogą po tak długim czasie spędzonym nad książką muszę dostać 5 z klasówki.)

- A gdzie się uczysz? – Murzyn ku mojej wielkiej i nieskrywanej radości (^^) się przełamał.
- W Warszawie.
- Aha, czyli wynajmujesz mieszkanie gdzieś, tak?
- Nie.
- A więc… codziennie dojeżdżasz do Warszawy?
- Tak.
- A nie chciałabyś zamieszkać gdzieś w centrum? Ja np. mam mieszkanie …
- Nie! Ja… nie lubię Warszawy! – jak teraz sobie ten moment przypominam, to dopuszczam do siebie myśl, że mogło to wyglądać trochę panicznie. Ale tylko trochę.
- Nie? Dlaczego? – powiedział Murzyn tonem ‘i-tak-ci-nie-wierzę-ale-jestem-ciekawy-co-odpowiesz-spryciarzu’ (tak naprawdę wcale nie jestem pewna czy to był właśnie ten ton, bo jak już wcześniej wspominałam mój uroczy rozmówca obdarzony był nieco zamulonym akcentem – wszystko co mówił było takie … wymemłane).
- Ja… nie lubię dużych miast. – inteligentna odpowiedź
- Dlaczego? – ten sam ton.
- Bo one są… dla mnie za duże. – nie ma co. Cięta riposta z mojej strony.
- Uhm. – tym razem ton można określić jako ‘bardzo-sprytne-ale-…’

Ucichł na chwilę co wykorzystałam ponownie zagłębiając się w lekturze, która stawała się coraz nudniejsza. Siedziałam jednak prawie bez ruchu, gapiąc się z wielce zafascynowaną miną w obrazki (na szczęście były obrazki!). Nagle, ujrzałam ruchomy obrazek: oto wielki, czarny palec sunął po kartce. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, gdy do ruchomego obrazka dołączył dźwięk (i tak powstały filmy z dźwiękiem). Głos mówił: “możesz to dla mnie wymówić?”** W tym samy czasie palec dotarł już do swego celu – słowa ‘FUNKCJE’.
- Wymówić… ? ale jak to? – znów błysnęłam inteligencją.
- Tak wymówić.
- Aaaa wymówić! Tak mogę. Funkcje.
- Funkie, funkcie. Dobrze?
- Tak.
Chwila milczenia i mój (tym razem niepewny) powrót do książki.
- Często chodzisz na dyskoteki? – zgadnijcie kto…^^
- Nie!
- Nie? Dlaczego?
- Bo… nie lubię dyskotek. – ponownie wspinam się na wyżyny moich możliwości.
- Nie? Dlaczego? – on wcaaale nie był nudny… ani natrętny!
- Bo… bo nie ;]
- a może gdybyś częściej chodziła to byś polubiła. Ja dzis z kolegami idę na przykład i…
- Nie sądzę.
Tym razem nawet nie zdążyłam ponownie otworzyć książki, gdy do mych uszu dotarło kolejne pytanie.
- Palisz?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
Jak mi ktoś powie w najbliższym czasie “nie? dlaczego?” to zamorduje…
- Bo nie… Jestem za młoda – haha.
- Hmm… Widziałem wiele młodych dziewczyn tu w Polsce, które paliły.
- Ale ja nie.
- A jak dorośniesz to będziesz palić?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
- Po prostu nie chcę.
- Ahm. Ale chyba pijesz? Tu w Polsce wszyscy piją…
Śmiać mi się zachciało i powiedziałam tylko:
- Nie nałogowo.

Ponownie biologia. Ponownie zostaje brutalnie przerwana moja nauka.
- Zawsze chciałem się nauczyć polskiego.
Ponownie czuję irytację połączoną z ciekawością. Ciekawość zwycięża. Unoszę głowę znad książki.
- Uhm?
- Moi koledzy mówili że jest za trudny.
- Uhm. To prawda że jest trudny.
- Ale ja i tak bym się chciał nauczyć.
- Uhm.
- Najlepiej to by było jakbym miał dziewczynę Polkę. To bym się najszybciej nauczył.
- Uhm – mówię. ‘Co za debil’ – myślę.
- Ale niestety nie mam dziewczyny.
- Uhm – mówię. ‘Jakież to przykre’ – myślę.
- A ty mogłabyś mnie nauczyć polskiego?
- … No więc… tak, chyba tak.
Chwila ciszy.
- Aaa … jakie słowa chcesz poznać? – tym razem to ja podtrzymuję rozmowę.
- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. ***
__________________________________________________________
Ciąg dalszy nastąpi…
(Chyba że umrę, poważnie ucierpię w dowolnym wypadku, poważnie ucierpię bez wypadku (a i tak się zdarza), komputer mi się spali, dom zawali, monitor wysiądzie, oczy albo każda inna część ciała się popsuje, rodzice dadzą mi szlaban na kompa albo nie będzie mi się chciał – w przypadku ostatnim zezwalam na działanie argumentami siły dla tych którzy chcieli by więcej.)

__________________________________________________________
*Nie do odtworzenia po polsku. Mi słowo students skojarzyło się ze studentami i stąd całe nieporozumienie (chociaż wiadomo że student to każdy uczeń)…

**Wyszło jeszcze głupiej niż w oryginale. Otóż Murzyn w swojej prośbie użył czasownika ‘pronounce’.

*** to co jest napisane kursywą to było powiedziane po polsku.

Opublikowane w: on 4 maj 2008 at 2:05 pm Komentarze (4)
Tags: ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Komentarzy: 4 Leave a comment.

  1. Tu w Polsce wszyscy piją, nieźle :D
    świetna historia, czekam dalej;>

  2. ej, a ładny on chociaz był? :D

  3. Murzyn jak murzyn. Poza tym patrzyłam głównie w książkę xD

    A swoją drogą to Ty go akurat widziałaś …

  4. aaaa, no tak faktycznie :D

    masz rację, Murzyn jak Murzyn :D


Leave a Comment