Druga Irlandia?

A może jednak Tuskowi uda się budowanie w Polsce Irlandii…?

Druga Irlandia

Taaa… wyjątkowo optymistyczna wizja, ale tak naprawdę co to za różnica czy będziemy obywatelami Irlandii czy Europy…

Opublikowany w: on 31 maj 2008 at 9:46 pm Komentarze (1)
Tags:

“Z głupimi nie rozmawiam, przed głupkami się bronię”

Czuję się wybitnie podniecona. I właściwie nie wiem dlaczego. Tzn. wiem, ale jeśli miałabym podać jeden konkretny powód odpowiadający za ten stan to miałabym problem. Ale jeśli nie wymagacie jednego i konkretnego powodu to sprawa wygląda zgoła inaczej. Otóż wydarzenia. (Taaa… ale wymyśliłam… xD).

Pan Terry Pratchett kiedyś napisał, że wydarzenia to tchórze - zbierają się i atakują zbiorowo. Dziś, po raz kolejny, jestem zmuszona przyznać mu rację. Nie będę wymieniać wszystkiego co ma mnie spotkać w najbliższych dniach, dlatego że ponieważ (innymi słowy: bo nie). Chciałabym jednak radośnie wykrzyknąć, iż dnia 31 maja Roku Pańskiego 2008 idę na spotkanie z Panem Wojtkiem Cejrowskim. O! I z tego też powodu jestem bardzo rada. Ale żeby nie było tak pięknie i różowo (nie mam pojęcia co ma piękne do różowego i na odwrót, ale tak mówią LUDZIE) to tegoż samego dnia mam dodatkowe kilka godzin angielskiego (dwie do trzech” - powiedziała Pani, więc spodziewam się, że spędzę pół dnia słuchając jakiś kretyńskich lyseningów ;]).
Przyszły tydzień będzie jeszcze ciekawszy: klasówki, testy, zadanka, FCE … Taaak. I co? Powinnam się uczyć, nieprawda-ż? Tylko, że ja jak zwykle naukę zaczynam od zrelaksowania się, a potem… zazwyczaj znowu się relaksuje, a podręczniki szkole są skutecznie wypierane przez komiksy. Skutki? Jestem NAPRAWDĘ zrelaksowana. ;]

____________________________________________________________

Co po niektórzy inteligentniejsi i bardziej aktywni czytacze zastanawiają się pewnie co ma tytuł do treści wpisu. Odpowiadam: nic. Albo prawie nic - z treścią postu może go jedynie łączyć wspomniany Pan WC, który to jest autorem słów tytułu.

Dziękuje za uwagę. :P

Superhero, a nie jakaś tam księgowa

Mam plan! Na życie, na przyszłość.
1. Zostanę królem strzelców dowolnej ligi / rozgrywek / czegokolwiek (w każdym razie KRÓLEM (ew. mistrzem))
2. Przeczytam wszystkie komiksy Kaczora Donalda jakie kiedykolwiek powstały i zapiszą mnie do Teleexpresowej listy Ludzi Pozytywnie Zakręconych (zasiądę w Loży Kaczek? (razem z Kaczyńskimi? Nieeee…xD))
3. Zostanę Superbohaterem i ocalę świat: zniszczę PKP, usunę / unieszkodliwię wszystkich eurosocjalistów i zniszczę wszelkie istniejące zalążki socjalizmu (WE) i w międzyczasie stoczę wygrany pojedynek na śmierć i życie z jakimś strasznym i złym pseudo-bohaterem
4. Posprzątam pokój
5. Przetrę sobie mózg
6. Umrę szczęśliwa (albo i nie umrę - dożyje Armagedonu / Apokalipsy / czy jak tam kto woli.)

Autokomentarz:
Powodzenia, można-by rzec.

Opublikowany w: on 28 maj 2008 at 4:32 pm Komentarze (2)
Tags: , ,

Cudowny wpis

kurde, kurde, kurde.

Śmieszny kawał:
Radio Irackie:
- Witaj narodzie Iracki! Jest 5:00. Saddam Husajn właśnie się obudził. Obudźcie się i wy!
- Witaj narodzie Iracki! Jest 6:00. Saddam Husajn właśnie wyszedł na spacer. Wyjdźcie i wy!
- Witaj narodzie Iracki! Jest 7:00. Saddam Husajn właśnie je śniadanie. A teraz chwila muzyki…

ten też jest śmieszny:
Żydowi zmarła żona. Poszedł do biura ogłoszeń aby zamieścić nekrolog w gazecie. Pyta ile kosztuje ogłoszenie, dostaje odpowiedz:
- do pięciu wyrazów jest za darmo, powyżej pięciu trzeba płacić.
Pani pyta jaki ma być tekst.
Żyd odpowiada:
- zmarła Izylda Goldman
Pani mówi:
- ma pan jeszcze dwa wyrazy
Żyd myśli ciężko i po chwili dodaje:
- sprzedam opla

a ten jest głupi:

Co to jest? Długie, czerwone i kończy się na -ój ?
.
.
.myśl
.
.
.dalej myśl
.
.
.wymyśliłeś? to i tak nie to o czym myślisz
.
.
.myśl dalej
.
.
.teraz możesz juz przestać myśleć
.
.
.
odp. “Związek Radziecki przyjaciel twój”

a to jest najzajebistsze : http://www.youtube.com/watch?v=mfytfTkv-Jk

a na zakończenie motto: jak Fidel Bogu, tak Bóg Kubie. ;)

Opublikowany w: on 23 maj 2008 at 5:30 pm Komentarze (2)
Tags: ,

Ślimak, ślimak pokarz rogi…

Chciałam coś napisać. Nawet już wiedziałam co ale zapomniałam. ^^ trudno.
Zatem napiszę, że jutro wyjeżdżam do lasu i będę polować na robaki. Brzmi zachęcająco, nieprawda-ż? (Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać “nieprawda-ż” xD). Nie? Niemożliwe. Czy ktokolwiek z Was polował kiedyś na robaki? Jeśli nie, to nie wie o czym mówi. A jeśli tak, to na pewno wspomina ową działalność z uśmiechem. Ja na robaki może i nie polowałam, ale miałam farmę ślimaków! Jeszcze jak mieszkałam w Warszawie (miałam nie więcej niż 8 lat), brałam z koleżanką liście, kamyki, gałązki i urządzałyśmy ślimakom apartamenty na takich… hm.. publicznych parapetach (dla tych, którzy nie potrafią sobie wyobrazić publicznego parapetu może być ławka). Były łazienki, salony, kuchnie, baseny… Wszystko czego dusza zapragnie. I było też takie miejsce. Można je chyba nazwać SKŁAD ŚLIMAKÓW. Tam była taaaaaka masa tych cudownych stworzeń, że można było brać garściami. Raj. Więc brałyśmy ślimaki i wprowadzałyśmy je do Nowego Lepszego Świata w postaci zrobionych przez nas mieszkanek. I w największe zdziwienia wprawiało nas to, że ślimaki uciekały (!). Ale! Nie mogłyśmy pozwolić na to, żeby same pozbawiły się swojej życiowej szansy. Łapałyśmy je więc znów i znowu, a ślimaki znowu uciekały. A jak już uciekały to robiłyśmy im wyścigi: każda z nas wybierała swojego ślimaka i kibicowałyśmy im. Świeeeetna zabawa.
naprawdę polecam.

Tak. Jak już wcześniej wspominałam jutro wyjeżdżam, ale nie wiem czy pozwolą nam bawić się robaczkami i innymi. :)

Opublikowany w: on 18 maj 2008 at 9:05 pm Komentarze (0)
Tags: , , ,

Uświadamiacz

Weszłam na drzewo. Wzięłam ze sobą nóż. Poszukałam wzrokiem miejsca do siedzenia… Znalazłam! Było prawie idealne: gruba gałąź wygięta w ten sposób, że tworzyła leżankę. Z oparciem. Problem był tylko jeden: oto jakaś zabłąkana gałązka postanowiła wyrosnąć w złym miejscu i w złą stronę: uniemożliwiała mi złożenie ciała na wymarzonej ‘leżance’. Nie myślałam długo. Miałam przecież nóż i z entuzjazmem zabrała się do pracy. Chwilę to potrwało, bo gałąź nie należała do najcieńszych, ale cel osiągnęłam. Zadowolona, rozsiadłam się i rozejrzałam wokoło. Poczułam się… Nie, ja się stałam Panem tego drzewa. Jego władcą. Posiadaczem…
(Wyjęłam kartkę, pióro i zaczęłam pisać. O ile wdrapując się na drzewo wiedziałam jedynie, że COŚ napiszę, to w tej chwili pióro samo sunęło po papierze. Zaskoczyło mnie. Potraktowało jak zwykłe narzędzie i nie zważając na moje zdanie o tym co pisze, pisało. Pierwsze zdania przyjęłam bez oporu. Kilka następnych również, lecz tylko początkowo. Początkowo, bo potrzebowałam chwili aby dotarło do mnie co mówiły. Zawahałam się. Nie byłam pewna czy chcę kontynuować. Moje niezdecydowanie wykorzystało pióro, które znów natarło na papier. Poddałam mu się.)
Zrobiłam tak jak na białego przystało. Zrobiłam to, czego nauczyła mnie moja cywilizacja, rodzice, szkoła… “Gdy coś ci przeszkadza zmień to albo zniszcz, żeby już ci nie przeszkadzało. Przekształć świat dla swojej wygody.” - napis zdawał się być wyryty w mojej podświadomości i chyba dopiero czas spędzony wśród liści czereśni pozwolił mi to odkryć. (Gdy człowiek siedzi na gałęzi, ma nad sobą czyste, niebieskie niebo, a pod sobą cały świat i czuje się spełniony (a przynajmniej chwilowo i w niektórych aspektach), dopiero wtedy może odkryć samego siebie. Jest to niemożliwe choćby… na ten przykład w pociągu xD). Mogłam przecież przystosować siebie do natury. Ale nie… Zachowałam się tak, jakbym to ja była od nie lepsza. Jakbym to ja stała u jej źródeł, a nie Ona u moich. Zachowałam się, jak smarkacz, który śmie własnej Matce narzucać swoje reguły. Tak bezczelnie… bez szacunku.
Głupio mi.

_______________________________________________________
Pytam oficjalnie czy Moi Drodzy Czytelnicy :D zgadzają się na wpis polityczny. Proszę o odpowiedzi w komentarzach.

Opublikowany w: on 17 maj 2008 at 10:02 przed południem Komentarze (0)
Tags: , , , , ,

Jestem pilotem!

Jakiś czas temu kupiłam sobie samolot. Nie pasażerski, nie metalowy, nie duży i nie drogi (tu NIE ma błędów…). Wręcz przeciwnie: zrobiony z pianki, malutki i tani (1,50 zł). Wypatrzyłam go w sklepie z zabawkami i… musiałam mieć! Przez chwilę poczułam się jak dziecko, bo takie samoloty pamiętam z czasów, kiedy miałam nie więcej niż 9 lat. Może jakieś radosne, podświadome wspomnienie sprawiło, że tak gwałtowanie zareagowałam na jego widok. A może nie. Możliwe, że to właśnie brak spełnienia z dzieciństwa przyczynił się do mojego stanu. Nie wiem. Ciężko jest mi to oceniać, bo… bo tak. Tak jest i koniec. (Wydaje mi się, że niekiedy uzasadnienie jest niepotrzebne.)
Samolotem bawię się praktycznie codziennie od tygodnia. Rzucam samolot… a on leci! Powycinałam wspaniałe stery i naprawdę działają! Kiedy lotki na ogonie zegnę w dół, samolot nie chce lecieć do góry, tylko do dołu! A gdy prawą lotkę zegnę, a lewej nie, samolot skręca! Poza tym cały pokryty jest pięknymi malunkami (moja mama powiedziała, że są zwykłe… Ja jej dam zwykłe!).
Wybiegam na podwórko, samolot wyrzucony pod wiatr zmaga się z tym tyranem. Już, już miał wygrać bitwę, ale został zniszczony i spada. Łapię go i ponownie pobudzam do lotu. Tym razem zostaje uniesiony przez jakiś nieprzewidziany prąd powietrzny. Przez dłuższą chwilę szybuje w powietrzu, i choć tak upojne są te chwile to przerywa je nagłe lądowanie. Nie tylko nagłe. Również nieudane. Zdecydowanie. Samolot uderza dziobem w ziemię. Ehhh… Potrzebna naprawa! - krzyczy pilot do mechanika w mojej wyobraźni. Ten zbiera ekipę, oglądają razem maszynę. Po chwili pełnej napięcia słyszę orzeczenie: “Nic poważnego. Tylko śmigło trzeba podregulować”. Regulacja przebiega pomyślnie i znów śmigam w przestworzach…

Na początku tego roku stwierdziłam, że dorosłam (w końcu liceum i te sprawy). W ramach dorastania wróciłam do czytania Kaczora Donalda. Tym razem jednak, wypożyczam MegaGiganty i Giganty z biblioteki publicznej (co wskazuje na moją dojrzałość ekonomiczną).
Myślę, że dorosłość nie oznacza braku dziecinności. Myślę, że dorosłość to umiejętność ponownego odkrycia w sobie dziecka. Tak myślę… Nic więcej.

Opublikowany w: on 8 maj 2008 at 6:59 pm Komentarze (5)
Tags: , ,

Murzynek Bambo 2

To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/
Zapraszam do czytania. :D
_________________________________________________________

- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. Dobrze?
- Nie. Powinno być lubię cię.
- Lu-bie cje.
- Bardzo ładnie.
- Ale ja tego nie powtarzam. Ja to mówię. Naprawdę.
- …
- Iestes piejkna. Ije-steśś pieenka.
- Uhm. Dobrze.
- Jesteś piękna.
- Tak, zrozumiałam.
- Powiedziałem to naprawdę. Powinnaś powiedzieć: dziękuję.
- Co? A tak, jasne: dziękuję.
Tym razem zamiast powrócić do książki, wykazałam się wielką inwencją i spojrzałam na komórkę, którą od dłuższego czasu bawił się mój rozmówca (żaden szpan…^^). I to okazał się w dużej części trafiony wybór, bo na tapecie miał Cristiano Ronaldo (na wygaszaczu, jak się później okazało, również). Murzyn musiał zauważyć moje spojrzenie bo spytał:
- Lubisz piłkę nożną?
- Ta-ak.
- A wiesz gdzie gra Cristiano Ronaldo? - chciał sprawdzić moją wiedzę? Idiota! Każdy wie gdzie gra Ronaldo…
- Ta. W Manchesterze.
- Wiesz… ja też jestem piłkarzem.
- O! - cóż, football ma swoją siłę.
- Gram w drugiej drużynie ŁKS-u.
- Wow.
- To jest w trzeciej lidze - i pokazał na palcach żeby nie było wątpliwości.
- Wow… - coraz mniej entuzjastyczne.
- Wczoraj graliśmy z … - nie zrozumiałam - ale niestety przegraliśmy. 1:2.
- Uuu-hm - to było stare, poczciwe ‘uhm’ tylko w wersji smutnej.

Przyszedł pan wózkowy. Uwielbiam panów wózkowych. Panowie wózkowi mają to do siebie, że są starsi, zazwyczaj wyglądają na ludzi z przeszłością robotniczą i mają wózki. Ale nie ładne, nowe wózeczki. To są wózki… Zabytkowe można-by rzec. Można-by, gdyby nie to, że o zabytki się dba. A wózki zadbane nie są. I charakterystyczne dla wózkowych jest to, że właściwie nie dają człowiekowi szans na kupienie czegokolwiek: wygląda to tak, że pan wózkowy przechodzi, mrucząc pod nosem “coś z wózka?”, a gdy człowiek podniesie głowę to pan wózkowy jest już daleko. Ten pan wózkowy nie był wyjątkiem. Wyjątkiem była za to starsza kobieta siedząca w pobliżu, która zaczęła go gonić. Dogoniła. I kupiła. Kawę. Tzn. plastykowy kubek kawy za 3,50 zł. Zdzierstwo!

Tymczasem Murzyn:
- Masz komputer?
- Tak.
- A internet?
- Uhm.
- Stały?
- Uhm.
- Wiesz, niestety mój komputer się popsuł.
- Uhm.
Murzyn chyba pomyślał, że nie zrozumiałam bo zaczął udawać psujący się komputer co było na tyle zabawne, że mnie rozśmieszyło. Murzyn chyba pomyślał, że… No nie wiem co pomyślał. W każdym razie powiedział:
- No niestety, bo tak to moglibyśmy na gadu-gadu pogadać albo coś.
Gdybym to ja kupiła ta kawę od wózkowego to właśnie w tej chwili kawa wylądowałaby na podłodze.
- Uhm - powiedziałam.
- Ale mam telefon.
- Uhm…
- Dasz mi swój numer?
- Masz na myśli… numer telefonu?
- Tak.
- … - intensywne myślenie.
- Jeśli nie to po prostu powiedz, że nie.
Naiwnie uwierzyłam i powiedziałam:
- No więc nie.
- Nie? Dlaczego?
(Kocham to pytanie.)
- Bo… nie mam w zwyczaju dawać telefonu ludziom z ulicy, ludziom których nie znam.
- Ale ja nie jestem człowiekiem z ulicy! Powiedziałem ci mój zawód, powiedziałem co jak mam na imię - faktycznie powiedział na początku, ale i tak nie zrozumiałam (to było coś jak Mmmubmbnb, albo jakoś podobnie)- znamy się!
- Nie. Dla mnie jesteś obcy człowiekiem.
- Bo jestem Murzynem, tak?
- Nie.
- Tak, to dlatego że jestem czarny. Boisz się mnie bo jestem czarny.
- Nie.
Murzyn zrobił smutne oczy i kontynuował:
- Tak, nie chcesz mi dać numeru bo jestem czarny…
- Nie. Dla mnie mógłbyś być nawet biały, czy… niebieski. I tak bym ci nie dała numeru.
- Tak?
- Tak.
- Nie.
Stwierdziłam, że dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Murzyn chyba też, bo zmienił tor natarcia (zwrot i wartość zapewne też zmienił).
- Więc… pewnie masz chłopaka i się go boisz. Na pewno tak jest.
Moje zwoje mózgowe zaczęły intensywnie pracować. Tak naprawdę nie mam chłopaka, ale pod wpływem chęci zakończenia konwersacji i ciekawości co zrobi mój rozmówca powiedziałam:
- Tak. Mam chłopaka.
- A więc… Dobrze.
Po niedługiej chwili ciszy, Murzyn odezwał się ponownie:
- Przeprasza, ale mój kolega woła mnie żebym z nim usiadł.
- OK - powiedziałam.
- A więc muszę iść.
- Uhm, żaden problem.

I poszedł.

_________________________________________________________
To już jest koniec historii. I powiem, że jeszcze jedna taka akcja i zostanę rasistą. A co!

Opublikowany w: on 5 maj 2008 at 11:10 przed południem Komentarze (6)
Tags: ,

Ej no ludzie!

Zaraz normalnie uwierzę, że jesteście jeszcze mniej kreatywni ode mnie (co wydaje mi się niemożliwe, ale że nie ma rzeczy niemożliwych, to w gruncie rzeczy jest całkiem możliwe)! Proszę bardzo wchodzić na http://apiliszek.wordpress.com/2008/04/05/co-chcial-powiedziec-autor-xd/#comment-65
i się wykazywać! Już! W tej chwili! Amen.

Opublikowany w: on 4 maj 2008 at 6:42 pm Komentarze (0)
Tags:

Murzynek Bambo

Na początku chcę zaznaczyć, że jest to historia prawdziwa. Jest to też część mojej podróży do Łodzi. Jest to jakby nie patrzeć część mojego życia albo też podróży wiekuistej. Jak kto woli. Najważniejsze jednak że jest to cholernie śmieszne. xD

Do pociągu weszłam z siostrą. To ja miałam nim jechać, ale że do odjazdu pozostało ponad 30 minut, postanowiłyśmy jeszcze się nie żegnać. Zajęłam miejsce, na sąsiednim położyłam plecak i na stojąco wymieniałam z kuzynką ostatnie uwagi.
W czasie naszej zajmującej rozmowy wagon powoli się zapełniał - nigdy jednak nie osiągnął stanu nasycenia. Wchodzili kolejni podróżni: starsza kobieta, metal z nieszczelnymi słuchawkami, grupa Afrykańczyków z jednym białym, młoda dziewczyna w różowym płaszczu (który wyglądał jakby był z plastyku) i dwóch Murzynów. Nie zrobiło się jednak ciasno: pociąg był duży, wolnych miejsc też dużo.
Zostało ok. 10 minut do odjazdu. Justyna (wcześniej kuzynka, siostra) wyszła. Dzielnie postanowiła wyjąć książkę do biologi z godnym podziwu zamiarem uczenia się do klasówki. Nie tylko postanowiła! Nie tylko wprawiłam myśli w czyny (wyjęłam podręcznik)! Ja nawet otworzyłam biologię i zaczęłam czytać! (Tak, czasami nawet samą siebie zachwycam). Plecak pozostawiłam na pustym siedzeniu obok. Nie zdążyłam jednak zgłębić chociażby połowy strony tajników wiedzy o tkankach kostnych, gdy usłyszałam głos “Do you speak English?”. Uniosłam głowę, aby zidentyfikować mówcę, którym okazał się być jeden ‘dwóch Murzynów’.
-Yeah… - odpowiedział lekko zirytowana (ja już tu się chce uczyć, a ktoś mi bezczelni przeszkadza!), ale bardziej zaciekawiona.
- So, can I seat with you?
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co Murzynowi chodzi. Zaraz jednak użyłam mojej nadzwyczajnej inteligencji i załapałam.
-No więc… tak. - zgodziłam się. Zastanowiło mnie to pytanie, ale pomyślałam, że może przyzwyczajony do afrykańskich prerii człowiek (z zamulonego akcentu wydedukowałam że gość jest z Afryki) potrzebuje więcej przestrzeni, a tak się złożyło że miejsce moje i sąsiednie było odosobnione od pozostałych (przed nimi nie było kolejnych, więc np. można sobie było rozprostować nogi). Z taką myślą powróciłam do lektury o tkankach.
- Jak mas na imie? - Murzyn
- Agnieszka - odpowiedziałam bez większego namysłu.
- A tamta dziewczyna? To kto był?
- Moja kuzynka.
- Uhm… Mieszkasz tu, w Łódź?
- Nie.
- W Warszawie?
- Nie, koło.
- Koło?
- Tak, koło Warszawy.
- Uhm.
Krótka przerwa i moja godna pożałowania próba powrotu do biologii, polegająca na gapieniu się w tekst i czytaniu po pięć razy tego samego zdania.
- Jesteście students*?
- Tak. Nie. Ona tak, ja nie.
- Nie? To co robisz w życiu?
- Uczę się w szkole średniej…
- Ile masz lat?
Chwila namysłu z mojej strony. Możecie pomyśleć (znając mnie i moją nadzwyczajną bystrość), że zastanawiałam się czy podać swój wiek, czy to aby rozsądne, czy może lepiej podać jakiś inny wiek, etc. Ale nie! Ja intensywnie myślałam nad tym ile to ja mam lat.
- 17, tak przynajmniej sądzę.
- Oooo, jesteś taka młoda!
- ^^ - to chyba wyraziło wszystko, bo Murzyn ucichł.
Kolejne minuty poświęcona biologi. (Swoją drogą po tak długim czasie spędzonym nad książką muszę dostać 5 z klasówki.)

- A gdzie się uczysz? - Murzyn ku mojej wielkiej i nieskrywanej radości (^^) się przełamał.
- W Warszawie.
- Aha, czyli wynajmujesz mieszkanie gdzieś, tak?
- Nie.
- A więc… codziennie dojeżdżasz do Warszawy?
- Tak.
- A nie chciałabyś zamieszkać gdzieś w centrum? Ja np. mam mieszkanie …
- Nie! Ja… nie lubię Warszawy! - jak teraz sobie ten moment przypominam, to dopuszczam do siebie myśl, że mogło to wyglądać trochę panicznie. Ale tylko trochę.
- Nie? Dlaczego? - powiedział Murzyn tonem ‘i-tak-ci-nie-wierzę-ale-jestem-ciekawy-co-odpowiesz-spryciarzu’ (tak naprawdę wcale nie jestem pewna czy to był właśnie ten ton, bo jak już wcześniej wspominałam mój uroczy rozmówca obdarzony był nieco zamulonym akcentem - wszystko co mówił było takie … wymemłane).
- Ja… nie lubię dużych miast. - inteligentna odpowiedź
- Dlaczego? - ten sam ton.
- Bo one są… dla mnie za duże. - nie ma co. Cięta riposta z mojej strony.
- Uhm. - tym razem ton można określić jako ‘bardzo-sprytne-ale-…’

Ucichł na chwilę co wykorzystałam ponownie zagłębiając się w lekturze, która stawała się coraz nudniejsza. Siedziałam jednak prawie bez ruchu, gapiąc się z wielce zafascynowaną miną w obrazki (na szczęście były obrazki!). Nagle, ujrzałam ruchomy obrazek: oto wielki, czarny palec sunął po kartce. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, gdy do ruchomego obrazka dołączył dźwięk (i tak powstały filmy z dźwiękiem). Głos mówił: “możesz to dla mnie wymówić?”** W tym samy czasie palec dotarł już do swego celu - słowa ‘FUNKCJE’.
- Wymówić… ? ale jak to? - znów błysnęłam inteligencją.
- Tak wymówić.
- Aaaa wymówić! Tak mogę. Funkcje.
- Funkie, funkcie. Dobrze?
- Tak.
Chwila milczenia i mój (tym razem niepewny) powrót do książki.
- Często chodzisz na dyskoteki? - zgadnijcie kto…^^
- Nie!
- Nie? Dlaczego?
- Bo… nie lubię dyskotek. - ponownie wspinam się na wyżyny moich możliwości.
- Nie? Dlaczego? - on wcaaale nie był nudny… ani natrętny!
- Bo… bo nie ;]
- a może gdybyś częściej chodziła to byś polubiła. Ja dzis z kolegami idę na przykład i…
- Nie sądzę.
Tym razem nawet nie zdążyłam ponownie otworzyć książki, gdy do mych uszu dotarło kolejne pytanie.
- Palisz?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
Jak mi ktoś powie w najbliższym czasie “nie? dlaczego?” to zamorduje…
- Bo nie… Jestem za młoda - haha.
- Hmm… Widziałem wiele młodych dziewczyn tu w Polsce, które paliły.
- Ale ja nie.
- A jak dorośniesz to będziesz palić?
- Nie.
- Nie? Dlaczego?
- Po prostu nie chcę.
- Ahm. Ale chyba pijesz? Tu w Polsce wszyscy piją…
Śmiać mi się zachciało i powiedziałam tylko:
- Nie nałogowo.

Ponownie biologia. Ponownie zostaje brutalnie przerwana moja nauka.
- Zawsze chciałem się nauczyć polskiego.
Ponownie czuję irytację połączoną z ciekawością. Ciekawość zwycięża. Unoszę głowę znad książki.
- Uhm?
- Moi koledzy mówili że jest za trudny.
- Uhm. To prawda że jest trudny.
- Ale ja i tak bym się chciał nauczyć.
- Uhm.
- Najlepiej to by było jakbym miał dziewczynę Polkę. To bym się najszybciej nauczył.
- Uhm - mówię. ‘Co za debil’ - myślę.
- Ale niestety nie mam dziewczyny.
- Uhm - mówię. ‘Jakież to przykre’ - myślę.
- A ty mogłabyś mnie nauczyć polskiego?
- … No więc… tak, chyba tak.
Chwila ciszy.
- Aaa … jakie słowa chcesz poznać? - tym razem to ja podtrzymuję rozmowę.
- Wszystkie. Ale kilka już znam: ja ciem lubije. ***
__________________________________________________________
Ciąg dalszy nastąpi…
(Chyba że umrę, poważnie ucierpię w dowolnym wypadku, poważnie ucierpię bez wypadku (a i tak się zdarza), komputer mi się spali, dom zawali, monitor wysiądzie, oczy albo każda inna część ciała się popsuje, rodzice dadzą mi szlaban na kompa albo nie będzie mi się chciał - w przypadku ostatnim zezwalam na działanie argumentami siły dla tych którzy chcieli by więcej.)

__________________________________________________________
*Nie do odtworzenia po polsku. Mi słowo students skojarzyło się ze studentami i stąd całe nieporozumienie (chociaż wiadomo że student to każdy uczeń)…

**Wyszło jeszcze głupiej niż w oryginale. Otóż Murzyn w swojej prośbie użył czasownika ‘pronounce’.

*** to co jest napisane kursywą to było powiedziane po polsku.

Opublikowany w: on at 2:05 pm Komentarze (4)
Tags: ,